Pamiętam podróże „palcem po mapie” z mamą w dzieciństwie. Choć nie jeździliśmy daleko, to myślami nieraz błądziliśmy po odległych miejscach, w które kiedyś się wybierzemy. Teraz też w okresie przepracowania i przeładowania bodźcami wracam do marzeń o podróżach. Dlatego dziś przedstawiam listę moich wymarzonych podróży.

Wyjechać przed sezonem 

Pod koniec sierpnia miałam dojmujące przeczucie, że jak nie wyjadę choć na chwilę, nie zmienię otoczenia, nie wyswobodzę się z kuszącej bliskości laptopa na biurku, to nie odpocznę, a w sezon konferencyjny wkroczę zdemotywowana i zmęczona. Musiałam wyjechać.

 

Rowerowa wyprawa po Tyrolu Południowym była dokładnie tym, czego potrzebowałam. Czasu było za mało, żeby w pełni naładować baterie. Na tym etapie musiałabym wyjechać na co najmniej dwa tygodnie. Udało mi się jednak kompletnie „przewietrzyć” głowę i odpocząć od pracy, klawiatury, ekranu.


Dokąd dalej?
 

Będę szczera, tydzień na rowerach we Włoszech nie zaspokoił mojego podróżniczego niedosytu. Marzy mi się podróż daleka, długa, szalona. Wypełniona nowymi smakami, aromatami, widokami, ludźmi zupełnie innymi, a może zadziwiająco podobnymi do mnie. Taka, w którą nie zabiorę laptopa, a na telefon będę spoglądać tylko czasem, z braku zegarka. Jeszcze chwilę wstrzymuję się z wykupieniem biletów lotniczych. Jest kilka spraw, które musimy podomykać, ale jak już się uda, to lecę.

Wymarzone kierunki, budżety z gumy 

Po Brazylii, NepaluIndiach ciągnie mnie teraz najbardziej w kierunku Azji. Dlatego na mojej liście TOP 7 znajdziecie przede wszystkim kraje azjatyckie, a do tego kilka bliższych celów podróży. Nie łudzę się, to nie jest lista do zrealizowania w 2020 roku. Musiałabym co najmniej wygrać w lotka (a nie gram, więc szanse są chyba ujemne), dostać duży spadek (po dalekim krewnym, nieznanym, ale mającym do mnie wielki sentyment?) lub trafić na serie promocji -80% w liniach lotniczych. Wszystkie te opcje uznaję póki co za dalece nieprawdopodobne.

 

Mój budżet nie jest też z gumy i choć kusi mnie czasem, żeby zamknąć wszystkie konta, powypłacać oszczędności i ruszyć, to powstrzymuje mnie przed tym rozsądek. Chcę przecież mieć do czego wracać. Podróż z plecakiem autostopem bez terminu lotu powrotnego jeszcze nie jest dla mnie.

 

Mam jednak 7 miejsc, do których ciągle wracam myślami. Prawdziwych perełek, które już teraz, w ciemno mogę ci polecić, jeśli też szykujesz się na kolejną wyprawę. Sprawdź moje TOP 7 wymarzonych podróży.

Wymarzona podróż nr 1 – Tajwan

Na Tajwan trafiłam przypadkiem, przeglądając promocyjne bilety lotnicze. Im więcej jednak czytam o tej wyspie, im więcej zdjęć oglądam, tym bardziej kusi mnie wyprawa w to miejsce. Mam przeczucie, że będzie to widokowa i kulinarna BOMBA! Nie chcę się przesadnie nastawiać – po doświadczeniach z Indonezji wiem, że najfajniejsza podróż to ta, podczas której nie mam za wiele wyobrażeń i wizji, jak to pięknie będzie na miejscu. Wolę podejść do tego, jak do nowego doświadczenia i nastawiam się jedynie na to, że Tajwan będzie przedsmakiem Chin, orientem, nowością.

Wymarzona podróż nr 2 – Maroko

Miłość do Maroko rozbudził we mnie Anthony Bourdain, którego książkę „Świat od kuchni” czytam od kilku miesięcy. Bourdain miał niesamowity talent snucia opowieści, a że ich kanwą jest zawsze kuchnia, to od razu zdobył moje serce.
 

W jego opisie Marakeszu widzę coś, za czym bardzo tęsknię – stragany pełne aromatycznych przypraw i składników kulinarnych, ukryte na gankach i końcach wijących się ulic domowe kuchnie, z których czuć niesamowite aromaty, kolory, pustynię, piasek, ciepło i ciężkie, nasycone smaki.

Pytanie tylko, czy surfing w lutym w Maroku to dobra opcja? Kto był, niech podpowie, bo rozważam!

Wymarzona podróż nr 3 – Malezja

Po indonezyjskiej wyspie Flores, wokół której nurkowaliśmy i snorklowaliśmy, wciąż szukam miejsca, które też zachwyci mnie pod wodą. Z nurkowaniem jestem trochę na bakier. Wciąż nie wiem, czy to coś, co polubię, bo w masce i z aparatem czuję się bardzo daleko od swojej strefy komfortu.

 

Z drugiej strony podwodny świat raf wywołuje u mnie absolutny zachwyt. Od jakiegoś czasu myślę zresztą, że to właśnie zachwyt jest uczuciem, w którym chętnie się taplam, odpoczywam, i które zostaje we mnie na długo.

 

Wyspy Perhentian u wybrzeży Malezji to podobno raj dla nurków. Wstrzymuje mnie nieco tylko fakt, że najlepszy moment, by tam pojechać, to lipiec i sierpień, szczyt sezonu. W grudniu czy styczniu pogoda wokół Perhentianów szaleje, redukując do zera szanse na udane i bezpieczne nurkowanie. Ale… Malezja w sierpniu to chyba nie najgorsze, co może mi się podróżniczo zdarzyć?

Wymarzona podróż nr 4 – Argentyna

Lubię inspirować się obrazami, filmami i opowieściami z podróży, zwłaszcza tymi kulinarnymi. Ale Patagonia pojawiła się na mojej top liście nie tylko ze względu na fascynującego Francisa Mallmana pokazanego w jednym z odcinków Chef’s Table, ale też przez zdjęcia Ziemi Ognistej, które pokazali nam znajomi całkiem niedawno.

Cieknie mi też ślinka na myśl o argentyńskich stekach (choć moja wegetariańska dusza jednocześnie bardzo się przed nimi wzbrania. Ale czasem robię wyjątki, łamię się, więc pewnie i w Argentynie odpuściłabym dietę). Wyprawa do Argentyny oznacza spory budżet i dużo wolnego, ale nie bez powodu kraj ten trafił na moją top listę.

Wymarzona podróż nr 5 – Stambuł

Byłam już w Stambule dwa razy, ale za każdym razem „na chwilę”, mając kilka luźnych godzin podczas przesiadki do Indonezji i z powrotem. Mimo to zdążyłam zachwycić się tym miastem, jego smakami, zapachami, baklavą, herbatą, widokiem Błękitnego Meczetu.

Przez cztery dni w Stambule będę się nieustannie zajadać tureckimi pysznościami (mam już nawet na liście restaurację, która zachwyciła mnie w jednym z programów kulinarnych), spacerować, patrzeć na zapracowanych stambułczyków przemierzających ulice tego miasta, wsłuchiwać się w muzykę i jego rytm.

Już niedługo tam wrócę!

Wymarzona podróż nr 6 – Korea Południowa

Czy zdziwi was, jeśli powiem, że Korea kusi mnie, odkąd przeczytałam „Sekrety urody Koreanek”?
W tym urodowym poradniku, pierwszym i jedynym, jaki do tej pory przeczytałam, odkryłam „inność” koreańskiej kultury, która mnie zafascynowała.

Już widzę, jak spaceruję po ulicach Seulu, obserwując Koreanki i Koreańczyków wychodzących z torbami kosmetyków z drogerii, jakich w tym mieście pełno. Może poznaję lokalsów i daję się zabrać na szaloną imprezę, siadam w jednej z typowych restauracji do uczty składającej się z dziesiątej pysznych i na pewno dla mnie za ostrych przekąsek.

A może ruszam do jednego z wielu parków narodowych i zanurzam się we wszechogarniającej zieleni.

Tak czy siak, jak widzicie, Korea rozpaliła moją wyobraźnię. Chcę tej inności doświadczyć, posmakować.

Wymarzona podróż nr 7 – Estonia

Kraje na północ od Polski to dla mnie zupełnie nieodkryte miejsca. O ile Skandynawii jeszcze trochę się boję – i jeśli rozważam, to raczej z namiotem, o tyle Litwa, Łotwa i Estonia bardzo mnie kuszą.

O Estonii naczytałam się ostatnio w jednym z magazynów. W swoim reportażu Basia Starecka przedstawia coś, do wpisuje się w moją wizję wyprawy marzeń – widoki, urokliwe miasteczka, nadmorską architekturę, wszechobecne ryby, ba! nawet festiwal flądry!

Jeszcze myślę nad szczegółowym planem, ale wszystko wskazuje na to, że do Estonii trafię za niecały rok, w sierpniu 2020.

Podróże tylko między sezonami 

Jedyną trudnością, jaką napotykam przy planowaniu podróży, jest to, że muszę je wpasować między sezony konferencyjne. Letnia przerwa przypada na lipiec i sierpień, zimą odpoczywam w grudniu, styczniu i lutym. To sporo czasu, wiem (choć chyba jeszcze nie zdarzyło się, żebym cały ten czas kiedyś nie pracowała). To też okresy ferii i wakacji, turystyczne szczyty sezonu.

Czasem myślę, że gdy już nasycę się pracą tłumaczki ustnej i zmienię profil na inny (marketingowy?), to sezony przestaną mnie obowiązywać. „Wyżyję” się wtedy podróżniczo w Azji czy Ameryce Południowej za wszystkie czasy.

Już niedługo kolejna wymarzona podróż

Póki co staram się tak planować wyjazdy, by nie zahaczać o sezon, godząc się przez to na większe tłumy i wyższe ceny. Ale nie wszędzie w grudniu, styczniu czy lutym jest dobra pogoda, nawet w tak odległych zakątkach świata jak Malezja czy Tajwan. Pozostaje polskie lato, kiedy przecież na Kaszubach tak pięknie, że aż szkoda nie wynająć chaty w Borach Tucholskich na miesiąc i nie kąpać się codziennie w leśnych jeziorach.

Tego trochę zazdroszczę tłumaczom pisemnym – ich ten nasz, konferencyjny sezon nie obowiązuje. Żyją według innego rytmu, może swobodniejszego. Ale nie rezygnuj. Moje top 7 wymarzonych podróży już niedługo zamienię w konkretne plany. Skłaniam się ku Malezji. A może… coś spoza listy? Tajlandia?

Jeśli też kochasz podróże…

to nie zdziwi cię, że wielu tłumaczy też przeplata okresy pracy z okresami odpoczynku i odkrywania świata. O tym, ale też o równowadze między pracą, a przyjemnym życiem oraz o finansach i prowadzeniu biznesu rozmawiamy w mojej grupie.Dołącz do nas.

Share This