Podsumowania weszły nam już w krew. W mediach społecznościowych aż się roi od podsumowań – ludzi znanych i mniej znanych, od list top (top książki roku, top filmy, top wszystko). To dobrze, bo dopiero po analizie, jaki był poprzedni okres, można wyciągnąć wnioski i ruszyć dalej. Moje podsumowanie 2019 roku jest proste – to był rok odkryć.

Jeśli czytałeś lub czytałaś moje podsumowanie 2018 roku, to wiesz, że lekki nie był. W tym roku zresztą też życie trochę nas przytargało, ale bilans między tym, co pozytywne, a tym, co trudne, wypada bardzo na naszą korzyść. Mimo połamanego kręgosłupa – dosłownie, mimo nadmiaru pracy i nieraz odwoływanego czy skracanego urlopu.

Nie chcę się jednak skupiać na tym, co było trudne, bo wiem, że daliśmy radę. Urlop nadrabiam w tym kwartale, najpierw w Alpach, potem w Tajlandii. Tymczasem jednak chcę Ci przedstawić moje odkrycia 2019 roku.

Najlepsza książka

W tej kategorii zdecydowanie chcę nominować książkę, z którą skończyłam rok 2019 i zaczęłam rok 2020 – „Niksy” Nathana Hilla. Czytałam po polsku, z lekkim (ot, dwuletnim) opóźnieniem. Doceniam wyjątkowo lekkie pióro Hilla, jeszcze chyba lżejsze pióro tłumacza – brawo Jerzy Kozłowski!, wciągające zakręty pokazanych historii i arcyciekawych bohaterów, przeżywających prawdziwe ludzkie emocje, bez lukru.

Najlepsze miejsce

Kaszuby – mój hit od kilku lat. W tym roku moim ulubieńcem zostało pole namiotowe Wodnik w Swornychgaciach. Tak, lubię też takie przyziemne rozrywki jak nocowanie pod namiotem, grillowanie, a zwłaszcza pływanie w jeziorze. Nie ma drugiego tak boskiego uczucia dla mnie jak zanurzenie się w chłodnej wodzie czystego kaszubskiego jeziora. Mamy w Polsce prawdziwy raj, na szczęście póki co nie zadeptany, swojski, urokliwy, ustronny.

Kaszuby nie są więc odkryciem per se, ale nieustannym źródłem powodów do zachwytu. Dzięki nim odkryłam za to, że zachwyt to emocja, której najbardziej mi na codzień brakuje i którą chciałabym ściślej wypełniać swoją rzeczywistość. Zachwyt, proszę państwa.

Ozzy, kontemplujący piękno kaszubskich jezior. W tle ja, jak zwykle z książką.

Najlepszy człowiek

[uwaga, początek wyznania]

Niezmiennie człowiekiem roku 2019 jest dla mnie Michał. Przyznaję, pewnie jestem mało obiektywna, ale uznałam, że podsumowanie 2019 roku to doskonałe miejsce, by wspomnieć o człowieku, który sprawia, że nawet w najcięższych okresach, pełnych pracy i wyzwań, nawet gdy dużo przeżywam i trochę się męczę, to jednak czuję się bezpiecznie.

[koniec wyznania, można czytać dalej]

Najlepsze doświadczenie zawodowe

Choć cały czas sednem moich działań biznesowych są tłumaczenia ustne, to najlepszym doświadczeniem 2019 roku były dwie edycje Kursu na karierę. Dzielenie się wiedzą biznesową i świadomość, że realnie pomagam młodym adeptom tłumaczenia to dla mnie bezcenne doświadczenia. Dzięki Kursowi w 2019 roku ponownie odkryłam, jak bardzo lubię uczyć.

Dlatego już wiem, że to nie koniec i że webinarów, kursów i spotkań będzie więcej. A wszystko to na nowej platformie, którą postawiłam w listopadzie: wiedza.energiatlumaczy.pl

Stay tuned!

Najlepszy film

„Call my by our name”, a po polsku „Tamte dni, tamte noce”. Choć na seans w kinie letnim na Polu Mokotowskim szłam bez jakichkolwiek oczekiwań, wyszłam zauroczona. „Tamte dni, tamte noce” są pełne zachwycających widoków, bo film kręcono w urokliwej scenerii. Ale największe wrażenie na mnie zrobiły pokazane w filmie relacje – nie tylko młodych kochanków, ale chyba zwłaszcza relacja głównego bohatera z rodzicami. Rzadko trafiam na tak autentyczne, dobre kino.

Największe odkrycie językowe

Dopiero, gdy podjęłam zupełnie nową aktywność, odkryłam na nowo, jak dziwny, nieoczekiwany i trudny może być język specjalistyczny. I nie mówię tu o języku technicznym, prawnym czy medycznym, ale o terminologii… robienia na drutach.

W tym temacie nic nie jest oczywiste. Jeśli chcesz się wgryźć w temat i skorzystać z instruktarzy na YT, musisz przecież wiedzieć, co wpisywać w wyszukiwarce. Robić na drutach to po angielsku „knit”, ale w życiu bym się nie spodziewała, że jedna z technik poprawiania błędów to „tink” (a konkretnie ’tink back”), czyli knit pisane od końca.

Oprócz odkryć językowych dzierganie daje mi prawdziwą przyjemność. Zaczęło się od nieudanych poszukiwań swetra, po których postanowiłam zrobić sobie samodzielnie „sweter idealny”. Teraz widzę, że to może być sposób na rozluźnienie, którego od dawna szukałam.

Mój kosz, a w nim najmiększa wełna i sweter “in progress”.

Największe odkrycie filozoficzne

Mam duże braki z filozofii, czego ogromnie żałuję. Jestem przekonana, że filozofia to nauka myślenia i sporu – w tym z samym sobą. Niedoceniana. Gdy wydłuży mi się kiedyś doba, pójdę na kurs z filozofii, poznam jeszcze raz podstawy, a potem zgłębię nurtujące mnie tematy – życie, śmierć, etykę jedzenia zwierząt, anty natywizm.

A tymczasem czytam książki i stąd właśnie moje odkrycie filozoficzne 2019 roku. A więc – z dużym zdziwieniem – odkryłam, że nie ma wolnej woli. Wolna wola nie istnieje. Nigdy jej nie było. Żyjemy w iluzji, która bardzo nam wszystkim szkodzi. To znaczy inni żyją, bo ja – jak widzicie – już się z tej iluzji wyzwoliłam.

Zanim uznacie, że kompletnie powariowałam, chętnie wszystko wytłumaczę i wdam się w arcyciekawą dyskusję filozoficzną.

Najlepszy serial

Ta kategoria przysparza mi najwięcej trudności. Oglądam całkiem sporo seriali, uważam je za najlepszy gatunek artystyczny w ostatnich latach. Ale nie zapisuję nigdzie, co już obejrzałam, więc spojrzenie w przeszłość i przypomnienie sobie prawdziwych „hitów” to nie lada wyzwanie. Pomyślmy…

Bardzo podobała mi się „Obsesja Eve”. Świetny był „Czarnobyl”, mocny, nielukrowany, choć trochę przesadzony (niepotrzebnie). Gdyby to było podsumowanie roku 2018, to pewnie najlepszym serialem byłyby dla mnie „Ostre przedmioty”. W 2019 roku nie obejrzałam mrocznego, ciężkiego jak melasa serialu podobnej klasy.

Za to bardzo doceniłam nową kategorię sitcomów filozoficzno-psychologicznych. Dlatego zwycięzcą 2019 roku jest dla mnie “BoJack Horseman” – doskonały sitcom o upadku i o wielokrotnych próbach podnoszenia się istoty, w której łatwo dostrzec siebie. A tuż za nim „Good Place”, serial o pewnej wersji piekła i nieba, a także o sprawiedliwości, naturze ludzkiej, ułomności.

Nie takie złe to podsumowanie 2019

Cała sztuka polega na tym, żeby skończyć podsumowanie myślą: “nie było chyba tak źle”. Może tak nas oszukuje psychika, może musimy myśleć, że przecież między trudnościami i wyzwaniami są te lżejsze, przyjemniejsze chwile.

Choćby oszukiwał mnie wrodzony optymizm, i tak stwierdzam, że sporo dobrego było w tym roku. Pamiętam kilka odkryć kulinarnych, smaków tak unikalnych, że na długo pozostają w pamięci. Kilka książek, które głęboko mnie poruszyły i na chwilę uciszyły tęsknotę za nowym „Harrym Potterem”, który już nigdy nie będzie wydany. Książek bynajmniej nie o czarodziejach. Parę filmów, których kadry mam pod powiekami („Boże Ciało”, „Kler”). I dużo dobrych chwil. Może więcej nie trzeba?

Poznaj innych tłumaczy…

i popracuj nad równowagą między pracą, a przyjemnym życiem. W mojej grupie na FB tłumacze wzajemnie się wspierają i rozmawiają o tym, jak rozwiązywać problemy, mniej pracować i lepiej żyć. Dołącz do nas.

Share This