ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

macbookblog

Pamiętacie hasło „Feel like at home”, które zawisło na budynku Dworca Centralnego z okazji Euro 2012? Wywołało oburzenie prawie całej społeczności tłumaczy w Polsce. A jednak okazuje się, że nasi potencjalni klienci często patrzą na to inaczej, mniej pruderyjnie. Jak zrozumieć perspektywę klienta i spojrzeć na tłumaczenie z wielowymiarowej perspektywy?

 
Odpowiedź na pierwsze pytanie jest prostsza, niż się wydaje: z klientami trzeba rozmawiać, i to dużo. I nie mówię tylko o Twoich klientach, tych, których już zdobyłaś. Mam na myśli wszystkich potencjalnych klientów, a więc w ogóle innych ludzi. W związku z tym, że większość z nich nie przeszła ciężkich, karkołomnych studiów lingwistycznych i nie pracuje na co dzień nad językiem, może się okazać, że ich perspektywa jest zupełnie inna.
 
Dlaczego o tym piszę? Nie tak dawno zaskoczył mnie jeden z rozmówców, który wspomniał o tej sytuacji, mówiąc: „Nie rozumiem oburzenia tłumaczy w tej sprawie. W końcu to hasło nie było skierowane do Anglików czy Amerykanów, ale do całej rzeszy nienatywnych użytkowników języka, dla których na pewno było to w stu procentach zrozumiałe. Nieidiomatyczne? I dobrze, bo kto w końcu mówi w pełni idiomatycznie”.
 
W pierwszej chwili się zawahałam. Choć nie należałam po zawieszeniu tego hasła do jego największych przeciwników i uważałam, że oprócz nas, często zakompleksionych i chcących wywrzeć jak najlepsze wrażenie, być może nikt w Europie na to hasło nie zwróci uwagi. Albo zwróci, ale uśmiechnie się miło patrząc na to sformułowanie. Ale nie przeczę – całą sprawę uważałam za błąd, pomyłkę. Wydawało mi się, że gdzieś ktoś za to poleci, albo przynajmniej nadszarpnie swój wizerunek jako znawca angielszczyzny.
Feel like at home na blog.energiatlumaczy
 
Mój rozmówca zwrócił mi jednak uwagę na to, że być może było to właśnie zamierzone działanie. W końcu cele kampanii marketingowych często są inne niż nam się wydaje, a nie da się ukryć, że to hasło przebiło się na pierwsze strony wszystkich mediów. Mało tego, wisiało spokojnie na długo po pierwszych kontrowersjach. My, tłumacze poświęciliśmy za to wiele energii na to, by ten slogan ocenić wyłącznie z naszej, lingwistycznej perspektywy.
 
Sądzę, że popełniamy błąd zamykając się na inne punkty widzenia. Zamiast tego dobrze jest w takich sytuacjach rozmawiać z ludźmi z innych środowisk, np. z marketingowcami i pytać ich o potencjalne cele, jakim służyć może taki slogan. Warto zapytać ich o odbiór w ich środowisku, o to, czy tam też temat wywołał takie kontrowersje. Czasem to, co nam wydaje się błędem, łatwo osiąga zamierzony efekt. Hasło „Feel like at home” długo było na ustach wielu Polaków, być może więc była to jedna z najskuteczniejszych reklam.
 
Jako tłumacze lubimy hiperpoprawność, ale w wielu przypadkach nawet poprawność może nie mieć zastosowania. Wiem, że to kontrowersyjny pogląd, ale zwróćcie uwagę na to, że świat użytkowników języka angielskiego się zmienia. Może nam się to podobać lub nie, ale rzeczywistości nie zmienimy. To nie znaczy, że nasze tłumaczenia nie muszą być poprawne – tu nic się nie zmienia. Ale w tłumaczeniu oprócz językowej potrzebne są też inne perspektywy, np. perspektywa odbiorcy. który nie zawsze potrzebuje tego, co rodowity Anglik.

 
 
Copy of Copy of A tymczasem w sklepie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *