ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

ksiazki

Mówi się, że najlepszą metodą na zaistnienie i pozostanie na rynku jest utrzymywanie kontaktów. Po jakimś czasie automatycznie dzieje się tak, że wzajemnie przekazujemy sobie zlecenia, których sami nie możemy przyjąć, polecamy się klientom. To na rynku norma. Ale nie zawsze są to drobne zlecenia i nie zawsze dostajemy je dlatego, że kolega ma akurat inną kombinację językową. Czasami ktoś obdarza nas ogromnym zaufaniem, polecając długoletniemu klientowi. A to już dużo większa odpowiedzialność.

Dlaczego mówię o odpowiedzialności? Z perspektywy tłumaczki pracującej głównie z klientami bezpośrednimi wiem, że to właśnie relacje z nimi są najcenniejszymi zasobami w firmie. Dzięki nim mogę pracować i zarabiać pieniądze, dzięki nim mogę z satysfakcją tłumaczyć na spotkaniach i konferencjach na warunkach, które uważam za godne i uczciwe. Dlatego gdy na przykład znajoma tłumaczka idzie na urlop macierzyński i na ten czas przekazuje mi swojego klienta, w pewnym sensie uzależnia przyszłość swoich relacji biznesowych od tego, czy ja tego klienta nie zawiodę.
 
Inny aspekt to podkradanie klientów. Wiem, że zdarzają się takie praktyki, choć przypisuję je raczej instytucjom niż osobom. Czasem by przejąć klienta wystarczyłoby pewnie podać mu niższe stawki, czasem klient tak ceni lojalność i uczciwość w biznesie, że od razu odrzuca takie oferty. Wiele zależy od tego, jak wyglądały pierwotnie relacje między tłumaczem a jego klientem. Pozytywne jest jednak to, że praktyka podkradania klientów jest powszechnie piętnowania w środowisku tłumaczy i pokuszając się na odebranie klienta znajomemu tłumaczowi, który nam zaufał, narażamy się na utratę zaufania większości środowiska. Co jak to, ale plotki o nieetycznych działaniach szybko się rozchodzą.
 
Widzisz już więc, jak istotne jest to, żeby zachować się uczciwie, profesjonalnie i z klasą, gdy koledzy po fachu przekazują Ci zlecenia. Bynajmniej nie po to tylko, by unikać plotek, ale by budować silne, oparte na zaufaniu relacje z innymi tłumaczami. A teraz od teorii do praktyki. Przekażę ci 6 i pół dobrych praktyk, które sama stosuję, gdy biorę od znajomych tłumaczy zlecenia.
 
Dobra praktyka #1 – Podziękuj
 
Oczywiste? Być może, ale nie mam tu na myśli zwykłego „dzięki”. Według mnie czasem naprawdę warto powiedzieć, za co dziękujemy, np. pisząc w odpowiedzi na maila: „Dziękuję, że zaufałaś mi przekazując to zlecenie”. Wiele zależy od tego, jak często przekazujecie sobie wzajemnie zlecenia i polecacie się. Za pierwszym razem dobrze podkreślić, że masz świadomość tego, że przekazanie klienta w cudze ręce nie jest byle czym. Dziękując, przyjmujesz na siebie odpowiedzialność.
 
Dobra praktyka #2 – Ustaw stawki
 
Dając klientowi niższe stawki niż kolega czy koleżanka, automatycznie pogarszasz ich relacje z klientem i kopiesz pod nimi dołki. Dlatego trzymaj się zasady, że ustalone stawki muszą być równe lub większe niż x, przy czym x to standardowa stawka kolegi, który przekazał ci zlecenie.
To bardzo proste, wystarczy, że w mailu zapytasz o minimalną stawkę, której masz się trzymać lub o sugestie ze strony podzlecającego.
 
Dobra praktyka #3 – Bądź lojalny
 
Lojalność w takich sytuacjach polega na nie pozostawianiu wątpliwości, że to kolega lub koleżanka jest standardowym tłumaczem dla klienta i jego klientów, a ty jesteś na zastępstwo. Wszelkie niedomówienia w stylu: „W razie czego proszę dzwonić, zobaczymy kto z nas będzie miał możliwość tłumaczyć na kolejnym spotkaniu” są według mnie w bardzo szarej strefie. Co wiąże się z kolejną dobrą praktyką.
 
Dobra praktyka #4 – Nie zostawiaj wizytówek
 
Na zlecenia, na które idziesz w zastępstwie lub w parze z kolegą czy koleżanką, którzy organizowali tłumaczenie, nigdy nie bierz własnych wizytówek. A jeśli już przypadkiem masz je z sobą, niech zostaną w torebce czy plecaku. A jeżeli sytuacja wyraźnie zmusza cię do tego, żeby zostawić kontakt (bo koleżanka akurat wyszła, klient lub gość klienta się spieszy), zostaw wizytówkę, ale wyłącznie z adnotacją i wyraźną informacją, że osobą pierwszego kontaktu jest ten, kto zabrał cię na zlecenie. A najlepiej unikaj takich sytuacji lub z góry poproś kolegę czy koleżankę o przekazanie ci kilku swoich wizytówek.
 
Dobra praktyka #5 – Daj znać, jak było
 
Po skończonym zleceniu u klienta kolegi/koleżanki zawsze wysyłam szybki sms z informacją, jak było. Najczęściej piszę po prostu: „Spotkanie zakończone, wszystko ok, klient zadowolony”. Gdyby jednak coś było nie tak, warto od razu dać znać – np. gdy klient jest wobec ciebie niegrzeczny, spotkanie się przedłuża (co wpływa na stawkę), dzieje się coś niespodziewanego. Czasem sms wystarcza, ale jeśli koleżanka po fachu pierwszy raz poprosiła cię o zastępstwo, dobrze po tłumaczeniu lub następnego dnia rano zadzwonić i krótko jeszcze raz opowiedzieć, jak było.
 
Dobra praktyka #6 – Podziękuj
 
To powtórka z pierwszej dobrej praktyki, ale według mnie podziękować należy dwa razy – na początku po otrzymaniu zapytania i drugi raz po skończonym zleceniu. To po prostu savoir-vivre, ale też zwykła serdeczność wobec innych tłumaczy na rynku.
 

Ostatnia, opcjonalna dobra praktyka
 
Zdarzyło mi się raz, że dostałam maila od koleżanki po fachu, której wcale dobrze nie znałam. Widziałyśmy się kilka razy na konferencjach, znamy się z facebooka, ale pytanie o to, czy zastąpię ją na zleceniu ustnym, na które nie może pojechać, bo jest w zaawansowanej ciąży, bardzo mnie poruszyło. Poczułam, że to dowód ogromnego zaufania i wiary w moje kompetencje, ale też było mi zwyczajnie miło. Dlatego po zleceniu wysłałam jej drobny prezent – pomyślałam, że może jej też zrobi się miło. To na pewno nie jest obowiązkowa praktyka i nie za każdym razem pasuje. Czasem wzajemne przekazywanie zleceń staje się codziennością w relacjach z innymi tłumaczami i wtedy zupełnie nie ma potrzeby wyjątkowo się za to odwdzięczać (oprócz pamiętania o koledze czy koleżance, gdy nam się trafi zlecenie, na które nie możemy iść). Ale jeśli czujesz, że chcesz dać wyraz wdzięczności za okazane zaufanie, to wykonaj miły, nadprogramowy gest – wyślij drobny prezent, albo chociaż elektroniczną kartkę z jednorożcem. Moje serce skradła ostatnio poczta balonowa. Za 80 zł można komuś sprawić całe morze radości. Jeśli trafi się okazja, dlaczego nie?

 

 
 
 
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, zainteresuje Cię również mój artykuł o tym, jak zdobyć pierwsze zlecenia. To praktyczny przewodnik dla absolwentów studiów tłumaczeniowych. Klik!
 

 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *