ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Wymarzone prezenty dla tłumaczki

16-12-2015

Diana Jankowiak

dla tłumaczy

4

Wymarzone prezenty dla tłumaczki

Zbliżają się Święta i chyba na każdym blogu i portalu pojawiają się listy najlepszych prezentów. A czego może zażyczyć sobie tłumacz? Więcej regularnych zleceń? Żadnych tłumaczeniowych pożarów pod koniec dnia, kiedy już zbierasz się do kończenia pracy? Albo też zwykłych, materialnych prezentów, które ucieszą serce i umysł. Przedstawiam Wam moją listę wymarzonych.

Minęło trochę czasu, odkąd dostawałam same idealne prezenty – stosy książek, za które zabierałam się od razu po kolacji wigilijnej. Odkąd czytam na kindle’u i unikam powiększania bilioteczki z obawy przed pakowaniem przy następnej przeprowadzce, już nie proszę o książki. Ale gdy w tym roku rodzina zaczęła podpytywać mnie o prezenty, stwierdziłam, że… nie mam pojęcia. Bo czego mi jeszcze trzeba?
 
Ale prezent to przecież nie musi być coś potrzebnego, może za to sprawić radość, dać kilka dni uciechy, rozrywki albo zwyczajnie porozpieszczać. A może też przydać się w pracy, trochę ją ułatwić czy umilić. Po rozmyślaniach o tym, czego ja mogłabym chcieć od szczodrego mikołaja, stworzyłam dla Was listę najlepszych prezentów dla tłumaczki (i tłumacza też, bez dyskryminacji 🙂 ).
 
1) Dobry i piękny planer, taki, w którym planowanie będzie samą przyjemnościa.
a72cbd72be2ed92014d9d5b05ab35f63
 
Jest ich w sieci co nie miara, ale moją uwagę przykłuły dwa: po pierwsze HappyPlanner, który wyróżnia design i pomysłowość autorek, matki i córki. Do tego można go przetestować, czyli rzucić okiem do środka i ocenić, czy ta koncepcja przypada Ci do gustu. Opcja 2. to planer Pani swojego czasu, choć o niego trudno już do Świąt. Ale zamówić i zapowiedzieć jego przybycie można jak najbardziej.
 
2) Business Guide for Translators
 
Marta Stelmaszak, którą na pewno znasz z bloga Wantwords i jej działań w tłumaczeniowej blogosferze, napisała poradnik biznesowy dla tłumaczy. Biznesowe must have (którego jeszcze nie mam w swojej biliotece, o zgrozo!!!), świetny prezent. Uwaga – póki co tylko dla osób anglojęzycznych.
 
3) Wciągająca książka, najlepiej taka, która porwie na więcej niż jeden wieczór.
 
„Dziewczynę z pociągu” czytałam i to dobra rozrywka (mimo tego, że temat nielekki), ale nie jest to wybitne dzieło. Teraz czytam kawałkami trylogię „Stulecie” Kena Folletta (część drugą, pierwsza znakomita), a marzy mi się „The Art of Stillness” lub jedna z książek z najnowszej listy TED.
 
4) Kurs
 
Nie ma to jak nowa umiejętność, ale weselej jest, kiedy nie wiąże się z pracą. Nie mówię, że chcę od razu uczyć się garncarstwa, ale warsztaty z kuchni vege czy krótki kurs kodowania byłyby w punkt!
 
5) Duży, gruby sweter z gigantycznym golfem
 
Ok, moja wyobraźnia trochę pognała, ale sami przyznacie, że jak się siedzi zimą w domu i stuka uparcie w klawiaturę, to taki sweter życie ratuje. Od razu jakoś tak milej i cieplej, tak sobie to przynajmniej wyobrażam. Swetra grubego nie mam, nie było mi dane, a przy komputerze najczęściej siedzę w dżinsach i t-shircie, ale pomarzyć mogę.
 
6) Etui na pieczęć
Untitled design
 
Nie byłabym sobą, gdybym do listy nie dołączyła czegoś, co sama stworzyłam. Tak, etui jest z mojego sklepu, nie – nie wstyd mi, że je reklamuję, w końcu jestem na swoich śmieciach. Dlaczego je polecam? Stworzyłam je po rozmowach z tłumaczami przysięgłymi i po dwóch prototypach efektem jest filcowe etui, w którym sporo się zmieści – przede wszystkim pieczęć TP, poduszka z tuszem i inne drobiazgi. Ładnie, elegancko, bezpiecznie, wygodnie. To tyle z samochwalstwa. Ale pomysł na prezent to nie taki zły 🙂
 
7) Voucher na dzień bez maili i telefonu
 
Jeśli ktoś z bliskich, zaufanych osób zaoferowałby, że przez jeden dzień (roboczy!) weźmie ode mnie telefon i komputer, będzie śledził skrzynkę i odpowiadał na telefony, dałabym się pokroić. A tak poważnie, zrobić sobie jeden zupełnie wolny dzień, kiedy pozostali pracują. Zaszyć się w saunie, kinie, księgarni czy poleżeć z książką i herbatą bez myślenia o telefonach i mailach – bezcenne. Poproszę 🙂
 
8) Spersonalizowany wizytownik
 
Wizytówka – najlepszy przyjaciel tłumacza, który gromadzi kontakty i chce dać się poznać na rynku. Ale jeśli wizytówki opakowane są w papierek, wizytownik z logo herbaty lipton albo wyciągane z kieszeni, to dobre wrażenie trochę się zaciera. Dlatego spersonalizowany wizytownik z Twoim logo czy po prostu imieniem i nazwiskiem to skarb. Niedrogi, ale bardzo elegancki prezent, który mnie sprawiłby mnóstwo radości. Wystarczy skontaktować się z drukarnią lub firmą produkującą tego typu gadżety i zamówić jeden egzemplarz. Koszt – nie więcej niż kilkadziesiąt złotych.
 
9) Poduszka pod nadgarstek
com4tclick - 4 nowe
 
Kochasz mnie, zadbaj o moje zdrowie. Niestety, jeśli wysiądą mi nadgarstki, to nie będę mogła pracować. Jeśli znacie kogoś, komu trafił się zespół cieśni nadgarstka, to wiecie, że to źródło okropnego bólu i powód do ryzykownej operacji. Ale można mu przeciwdziałać, odpowiednio dbając o pracę w zdrowych warunkach. Tak jak każdy, kto po kilka godzin dziennie siedzi przy komputerze, powinien mieć dobre krzesło profilowane czy podnóżek regulujący pozycję kolan (ale to już droższe inwestycje), tak warto zaopatrzyć tłumacza w podkładkę lub poduszkę pod nadgarstek. Ja polecam poduszki com4tclick, nie tylko dlatego, że wymyśliła i produkuje je moja koleżanka Magdalena Podpora, ale po prostu dlatego, że cenię sobie naturalne, polskie produkty i dobry design. Warto 🙂
 
10) Kalendarz freelancerki
kalendarz-17-1050x700
 
Ten produkt polecam z czystego serca – blog freelancerki śledzę od ponad roku i ciągle widzę na nim morze inspiracji. Autorka pracuje co prawda w innej branży, ale pisze o freelancerach (czyli o nas!) w ogóle, nie zawężając się tylko do grafików. W tym roku stworzyła kalendarz z autorskimi grafikami, który powinien towarzyszyć freelancerkom w Polsce. Z jednej strony dlatego, że warto wspierać innych freelancerów w ich biznesowych i twórczych działaniach, a z drugiej dlatego, że kalendarz po prostu cieszy oko i jest źródłem inspiracji. A to bardzo wartościowy prezent na kolejny rok.
 
 
 
 
snoszary zestaw tłumacza przysięgłego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Gabriela Janiszewska napisał(a):

    Fajne pomysły na prezenty. Ja tak zawodowo to chciałabym aktualizację Tradosa Studio do najnowszej wersji, bo moja stara wersja coś jest niekompatybilna z nową Javą i nie mogę dodawać terminów do bazy… Jak znajdę trochę czasu, to ściągnę od Ciebie ten pomysł na wpis na bloga – mam nadzieję, że się nie obrazisz Moja Inspiracjo 🙂

  • Magdalena napisał(a):

    Moje wymarzone prezenty: 1, 2 i 4 :-). Mikołaj poinformowany :-). Extra lista!

  • Publidot napisał(a):

    Zestaw tłumacza przysięgłego mnie rozbroił. Gdybym miała wybrać z tego prezent dla siebie to byłby zdecydowanie wizytownik 🙂

  • Mi się marzy nr 7! 😉 Ja to nazywam Voucher do psychiatryka. 😀 A na warsztaty z kuchni vege zapraszam do mnie na Dobre Zielsko http://dobrezielsko.pl. 🙂