ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Wielu ludziom życie poza etatem kojarzy się z wolnością. Ale kiedy sami nakładamy na siebie sztywny gorset zobowiązań i organizujemy sobie etat w domu, pracując przy komputerze od rana do popołudnia, to niewiele z tej wolności korzystamy. Mamy ją tylko hipotetycznie. Jednak odkąd w prawie każdym zakątku świata jest dostęp do internetu, pojawili się tzw. cyfrowi nomadzi. Definicji jest wiele, ale zamiast zagłębiać się w teorii rozmawiam z Dominiką Zakrzewską, która od kilku lat pracuje w drodze.

 
Diana: Od jakiegoś czasu marzy mi się bardziej elastyczna praca i spędzanie kilku miesięcy w roku poza Warszawą, tam gdzie jest więcej słońca i ciepła. Dlatego tym bardziej się cieszę, że mogę zderzyć moją idealistyczną wizję takiej pracy z tym, jak to wygląda w praktyce u Ciebie. Dlaczego wybrałaś pracę w drodze?
 
Dominika: Szukałam takiej pracy, która nie będzie przesadnie wpływała na moje życie. Która pozwoli mi się utrzymać, ciągle rozwijać ale nie będzie w pełni mną sterować. Próbowałam etatu, taka zresztą była moja pierwsza praca po studiach. Łącznie 3 lata pracowałam jako headhunterka, ale pierwszy raz poddałam się już po roku. Zostawiłam pracę, zapakowałam się i wyjechałam na Bałkany. Potrzebowałam oddechu, dlatego przez jakiś czas pracowałam jako wolontariuszka, podróżowałam, a dorywczo tłumaczyłam pisemnie.
 
Diana: To były Twoje pierwsze doświadczenia z tłumaczeniem?
 
Dominika: Skończyłam filologię hiszpańską, znam hiszpański, portugalski i angielski, dlatego tłumaczenia towarzyszyły mi już od czasów studiów, ale długo nie wyobrażałam sobie, że to może być mój zawód. Postanowiłam wykorzystać znajomość języków w mojej pracy jako headhunterka dla zagranicznych korporacji. Po powrocie z Bałkanów wróciłam do pracy na etacie, ale po raz drugi przekonałam się, że to nie jest rozwiązanie na stałe. Czułam potrzebę podróżowania i postanowiłam spróbować, czy uda się tak ułożyć życie, żeby praca w nim nie przeszkadzała, żeby dała mi satysfakcję i możliwość rozwoju ale była środkiem, a nie celem.
 
Diana: To prosta decyzja?
 
Dominika: To zależy. Na pewno prościej jest, kiedy po prostu przenosisz się do innego kraju. Wtedy właściwie zmieniasz tylko lokalizację. Podobnie kiedy zostajesz w jednym miejscu dłużej. Masz wtedy dużo większy komfort, zwłaszcza jeśli jesteś w mieście. A ja lubię góry, wieś, dlatego czasem jest trochę pod górkę. Ale da się to odpowiednio ułożyć. W moim przypadku decyzja nie była tak trudna. Po prostu po drugim podejściu do etatu wyjechałam do Brazylii i zaczęłam zbierać kontakty a tłumaczenie stało się moim głównym zajęciem.
 
Diana: Można też inaczej, na przykład stale być w podróży, zatrzymując się gdzieniegdzie, żeby trochę popracować i ruszać dalej.
 
Dominika: Tak, można podejmować się prac dorywczych, być kelnerką, czy pracować w hostelu, ale dla mnie to krótkoterminowe rozwiązanie. Jako tłumaczka czuję, że się rozwijam, a do tego z każdej podróży przywożę nowe kontakty. Pracuję z ludźmi i językami, dokształcam je stale, a do tego widzę namacalny efekt swojej pracy. Na etacie nie zawsze tak bywa. Nie jest też tak, że ciągle jestem w podróży. Moją bazą jest Warszawa i regularnie tu wracam. Ale rok 2015 to w dużej mierze wyjazdy poprzecinane powrotami do Warszawy.
 
Diana: Jesteś na wakacjach czy w podróży?
 
Dominika: W podróży zmieniłam podejście. Doszłam do tego, ile muszę pracować, żeby się utrzymać, ale też na jakim poziomie chcę żyć. Nad tym musi się zastanowić każdy, kto wybiera tego rodzaju pracę. Ja od dwóch lat tak pracuję i nie traktuję tego jak wakacji. W Brazylii głównie zbierałam kontakty i pomysły zawodowe, nawiązywałam znajomości z native’ami, z którymi do dziś współpracuję. Miałam też czas, żeby poznać od środka kulturę tego kraju, co w naszym zawodzie jest niezwykle ważne. Gdy teraz rozmawiam z klientami z Brazylii, mam z nimi nieco inny kontakt – znam ich styl z pierwszej ręki i czuję, że rozmawiamy na innej płaszczyźnie.
 
Diana: A wcześniej?
 
Dominika: Gdy mieszkałam w Katowicach miałam świetną możliwość pracy przy przeróżnych wydarzeniach organizowanych w spodku. Do dziś zresztą współpracuję z tamtymi klientami. Wtedy moje języki, czyli hiszpański i portugalski nie były tak popularne, więc dość łatwo weszłam w to środowisko.
 
Diana: Jesteś w podróży, na greckiej wyspie, a tu przychodzą zlecenia. Zastanawia mnie, jak dzielisz czas w podróży pomiędzy pracę a czas dla siebie – trzymasz się konwenansów takich jak wolna sobota i niedziela, praca do 16-17? Czujesz żal, że nie jesteś na plaży, a przed monitorem?
 
Dominika: W podróży zupełnie zapominam nawet o tym, jaki jest dzień tygodnia. Oczywiście najważniejsze są terminy ustalone z klientami. Planuję moją pracę tak, żeby zawsze zdążyć przed terminem. W tego rodzaju pracy najważniejsza jest odpowiedzialność. Potwierdzam zlecenia wyłącznie wtedy jeśli jestem pewna, że mogę je wykonać na czas. Ale jednocześnie nie rezygnuję z pracy tylko dlatego, że jestem w pięknym miejscu. To nie tak, że wyjechałam na krótkie wakacje, z których szkoda mi stracić choć kilka godzin. Zawsze lepiej jest po pracy móc zajść na plażę albo wyjść do greckiej knajpki niż siedzieć w zimnie w Warszawie.
 
Diana: Wygląda na to, że bardzo profesjonalnie do tego podchodzisz. Twoi klienci wiedzą, jak pracujesz? Czy to Twoja strefa prywatna?
 
Dominika: To moja prywatność. Dbam o to, żeby to skąd pracuję, nie wpływało na moich klientów i na zlecenia. Autoresponder ustawiam tylko jeśli wiem, że będę w podróży bez dostępu do internetu. Poza tym jestem przecież ciągle dostępna, odpowiadam na maile i telefony.
 
Diana: Wróćmy do definicji: nomada to według słownika języka polskiego ktoś, kto prowadzi koczowniczy tryb życia. Wpisujesz się w tę definicję?
 
Dominika: Chyba nie, w końcu mam dom w Warszawie i póki co zawsze tu wracam. Zdarza mi się też osiąść w jednym miejscu na dłużej niż parę dni. Ale to fakt, że jest wiele modeli pracy w drodze. Mam kilku znajomych, którzy co jakiś czas wyjeżdżają na dłużej do Tajlandii, surfują i pracują zdalnie. Znam też osoby, które od pięciu, siedmiu czy dziesięciu lat są non-stop w drodze. Może koczowniczy tryb życia bardziej do nich pasuje. A ja po prostu pracuję w różnych miejscach, raz jadę do rodziców w góry na dwa tygodnie, raz spędzam tydzień w Krakowie u przyjaciółki, a raz jestem na Bałkanach.
 
Diana: Podsumujmy może Twój 2015 r. Większość czasu spędziłaś w drodze czy w Warszawie?
 
Dominika: Trudne pytanie. Raczej w drodze, ale to były miesięczne, maksymalnie dwumiesięczne wypady.
 
Diana: Da się to pogodzić z tłumaczeniami ustnymi?
 
Dominika: Jest ciężko. Dużo łatwiej do tego dopasować tłumaczenia pisemne, korekty, ale staram się potwierdzać jak najwięcej zleceń ustnych podczas przerwy w podróży. Ze względu na mój charakter pracy, w tym czasie jestem całkowicie mobilna i mogę przyjmować zlecenia w dowolnym miejscu. Udało mi się też stworzyć bardzo dobrą sieć znajomych tłumaczy, których zawsze polecam klientom podczas mojej nieobecności.
 
Diana: Wracasz i odpoczywasz?
 
Dominika: Wręcz przeciwnie, wtedy dopiero zaczyna się gorący okres. To dla mnie czas na networking, podtrzymywanie kontaktów, spotkania z klientami. Staram się tak organizować czas, że kiedy już jestem w swojej „bazie”, to działam jak najwięcej.
 
Diana: To dokąd najchętniej jeździsz?
 
Dominika: Głównie na południe Europy, do Hiszpanii, Portugalii, Grecji, ale też na Kaukaz i na Bałkany. Najczęściej w takie miejsca, w których koszty życia są niższe, co jednak często zawdzięczam temu, że zatrzymuję się u przyjaciół. W obecnych czasach, nawet w odległych miejscach na Bałkanach wszędzie jest dostęp do internetu, wszędzie można usiąść z laptopem i popracować. Trudniej może być w Gruzji czy Armenii, ale i tak zawsze kupuję kartę SIM lokalnego operatora, co daje mi ciągły i tani dostęp do sieci.
 
Diana: A jakie jest ryzyko takiej pracy? Co najgorszego zdarzyło Ci się w drodze?
 
Dominika: Tak jak powiedziałam, staram się podchodzić do mojej pracy i klientów odpowiedzialnie i zawsze kontrolować sytuację w momencie przyjęcia zlecenia. Raz zdarzyła mi się zabawna historia gdy podczas pobytu w górskiej wiosce moją pracę uniemożliwił nie brak dostępu do prądu czy internetu ale… mrówki. Okazało się, że w podłodze w pokoju, w którym mieszkałam znajdowało się mrowisko i nocą owady były tak aktywne i zainteresowane mną a zwłaszcza monitorem komputera, że zaplanowana przeze mnie praca była zupełnie niemożliwa. Na szczęście o świcie wszystko wróciło do normy i mogłam spokojnie dokończyć tłumaczenie. Czas wówczas działał na moją korzyść dzięki różnicy stref.
 
Diana: Właśnie, ważna kwestia: czas. W podróży bardziej się go ceni?
 
Dominika: Zdecydowanie, w podróży czas jest cenniejszy. Sama może wiesz, jak to bywa, kiedy pracuje się z domu. Niekiedy czas przecieka nam przez palce. W podróży zdarzało mi się przez jakiś czas mieć stały harmonogram, sama ustalam sobie godziny, w których pracuję, i czas odpoczynku i zwiedzania. W Kijowie na przykład miałam dylemat. Pracować w dzień, a wieczory spędzać z przyjaciółmi czy pracować wieczorem i w nocy, a za to od rana zwiedzać miasto. W końcu mój dzień zaczynał się o 5, pracowałam do 12, a potem zwiedzałam. Po południu znów trochę pracy, a wieczorem czas dla znajomych. Te kilka godzin od świtu do 12 spędzałam wyjątkowo produktywnie.
 
Diana: Wyobrażasz sobie powrót na etat?
 
Dominika: Nie, w ogóle. Może przyjść taki czas, kiedy będę musiała się ustabilizować, ale jako tłumaczka nadal będę miała dużo swobody. To w końcu jeden z największych plusów tej pracy – w dużej mierze samemu można decydować o tym, jak i kiedy się pracuje. Poza tym, pokochałam tę pracę. Chociaż może dość męczący jest fakt spędzania tylu godzin przed komputerem. Ostatnio oprócz pracy, dodatkowo, rozpoczęłam kurs dla tłumaczy języka portugalskiego, również przez internet. Dlatego czasami mam dość komputera i brak mi bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Ale tak pewnie ma wielu tłumaczy.
 
DOMINIKA ZAKRZEWSKA
Untitled design (1)
 
Tłumaczka języka hiszpańskiego i portugalskiego. Lektorka. Podróżniczka.
 
Absolwentka Filologii Hiszpańskiej z programem tłumaczeniowym na wydziale Neofilologii Uniwersytetu Śląskiego oraz Interdyscyplinarnego Podyplomowego Studium Kształcenia Tłumaczy, w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. W trakcie kursu portugalskiego języka prawniczego Introdução ao Português Jurídico Insituto Camões.
 
Beneficjentka stypendiów zagranicznych w Hiszpanii (Universidad de Extremadura, Cáceres) oraz Portugalii (Universidade do Porto, Porto).
 
Od dwóch lat łączy pracę tłumaczki z podróżami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Beata napisał(a):

    Świetny wywiad i cudny sposob na zycie! Gratuluje pomysłu i odwagi na jego realizację!

    • Diana napisał(a):

      Dominika to bardzo przebojowa osoba. Mam nadzieję, że da się to odczuć w wywiadzie, na żywo poczułam się bardzo zainspirowana jej wyborem!

  • Patrycja napisał(a):

    Bardzo ciekawy wywiad! Ja też ostatnio odkrywam coraz więcej uroków pracy freelancera, tyle że w Wiedniu 🙂

  • Kasiek napisał(a):

    Wszystko fajnie, kiedy się jest singlem. Czy takie życie jest możliwe, kiedy człowiek zechce się z kimś związać na stałe? Nie wspominając już przecież o dzieciach…

  • agatajas napisał(a):

    Sama często pracuje podczas podróż i nie ma nic lepszego jak taka mobilna forma pracy a praca dla nauczycieli języka portugalskiego Warszawa zawsze się znajdzie w portalu edukacyjnym Preply http://preply.com/pl/warszawa/oferty-pracy-dla-nauczycieli-języka-portugalskiego

  • Marcelina napisał(a):

    Przyjemny, inspirujący wywiad 🙂 trochę zazdroszczę … 🙂