ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

praca w drodze

Wygodne biurko, cisza, spokojny dzień pracy bez nieplanowanych przerw i pełna wydajność. Choć to prawie idealny układ, gdy tylko się ociepla i zza chmur wychodzi słońce, mam ochotę opuścić
własne biuro i ruszyć gdzieś, gdzie podadzą mi pyszną herbatę i zdecydowanie zbyt słodkie ciasto, podczas gdy ja będę wytrwale stukać w klawiaturę. A że sezon konferencyjny ruszył, wiem, że i wy biegacie ze zlecenia na zlecenie, a w przerwach pracujecie zdalnie. Czasem w drodze, na lotnisku, albo w przyjemnej kawiarni w centrum miasta przed kolejną konferencją.

 
Niezależnie od tego, czy zaplanowaliście dzień pracy poza domem lub biurem, czy też po prostu chcecie produktywnie
wykorzystać dłuższą przerwę, nie obejdzie się bez paru niezbędnych gadżetów.
I nie mówię tu o laptopie czy tablecie, ale o narzędziach i sposobach, które pozwolą wam wycisnąć wolny czas jak cytrynę, a i zapewnią spokój ducha.
 
Przyznam, że w ubiegłym roku przeistoczyłam się w ekspertkę od pracy w drodze. Dobry kwartał spędziłam w rozjazdach – od szkolenia do szkolenia, z konferencji na konferencję, a że po powrocie do domu wolałam „pomieszkać” i „pożyć” zamiast nadganiać sprawy biurowe, nauczyłam się, co muszę zawsze mieć z sobą, by działać niezależnie od miejsca.
Przedstawiam moją subiektywną listę niezbędników.
 
CHMURA
 
Nie jest to świeży wynalazek, ale jeden z najlepszych ostatnich lat. Najczęściej pracuję właśnie w chmurze, co sprawia, że mam dostęp do najważniejszych plików i z telefonu, i na tablecie, i na każdym komputerze, na którym
akurat pracuję. Korzystam z płatnego abonamentu i to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w mojej mikrofirmie. Nadal uważam, że regularny backup dobrze przechowywać poza siecią, na starym, dobrym dysku zewnętrznym, ale dzięki zapisywaniu plików w chmurze mam z sobą zawsze dosłownie wszystko, czego potrzebuję. Nie zapominam jednak o kwestiach bezpieczeństwa oraz poufności. Nigdy nie opracowuję poufnych plików w chmurze, bo stanowiłoby to naruszenie niektórych umów zawartych z moimi klientami. Ale w pozostałych przypadkach nie mam skrupułów, bo i nie widzę ku temu powodu – pamięć w chmurze zwyczajnie ułatwia mi pracę i ogranicza wysyłanie maili lub przerzucanie plików pomiędzy komputerami na pendrive’ach.
 
Zdradzę Ci jeszcze jeden trik. Wszystko nad czym w danym momencie pracuję, przechowuję w specjalnym folderze z aktualnymi projektami. Nawet pliki, które tłumaczę w narzędziach CAT w międzyczasie zapisuję właśnie w chmurze. Wszystko po to, by uniknąć łez i zgrzytania zębów w razie (odpukać!) spalenia dysku, nieznanego błędu czy innej komputerowej katastrofy.
 
CAT
 
Cały trik polega na tym, że przed każdym wyjazdem czy wyjściem z domu z innym komputerem zdaję licencję CAT z programu. Dzięki temu w dowolnej chwili mogę uruchomić program na innym komputerze i korzystać z własnej licencji. Do tego pobieram tylko wyeksportowane z programu pliki danego projektu i gotowe – mogę działać. Powiecie, że być może łatwiej mieć po prostu wszystko na jednym laptopie. Ale w biurze lubię pracować na komputerze z większym ekranem i wygodną klawiaturą, a już w drogę, na wyjazd służbowy czy do pracy w kawiarni biorę dużo lżejszy, mały laptop. Wklepuję tylko numer licencji, otwieram pliki i ruszam do pracy.
 
ASANA
 
Oprócz pozytywnych skojarzeń z jogą, Asana daje mi przede wszystkim wygodę zarządzania wszystkimi planami i projektami w chmurze. Podobnych programów jest wiele, więc możecie dobrać taki, który idealnie pasuje do Waszych
potrzeb. W Asanie mam ciągły dostęp do zadań i projektów, ale też powiązanych z nimi plików i dyskusji z zespołem. Dzięki temu jednocześnie omijamy maile i już po kilku kliknięciach mam wgląd w status naszych zespołowych działań. Dalej planując dzień pracy rozpisuję 3 priorytety i mniejsze zadania do wykonania, które potem z ogromną radością odhaczam z listy, ale to po prostu nawyk organizacji dnia. Jeśli jeszcze nie korzystacie z aplikacji do zarządzania projektami, gorąco polecam. To bardzo odciąża głowę – po prostu o niczym nie trzeba pamiętać.
 
WIZYTÓWKI I WŁASNA STRONA
 
To podstawowe narzędzia marketingowe, które po prostu zawsze warto mieć pod ręką. Wizytówka jest zajawką, przypomnieniem dla osoby, którą poznajecie, krótkim sygnałem, dzięki któremu zostaniecie zapamiętani. A już strona to ogrom możliwości. Jeśli stworzysz dla siebie dobrą stronę-wizytówkę (choćby i w najprostszej, ale estetycznej i marketingowo skutecznej formie), będziesz mieć zawsze pod ręką wszystkie narzędzia potrzebne do przekonania potencjalnego klienta. Podstawowa zasada brzmi co prawda „Nie wychodź z domu bez wizytówek”, ale powiedzmy sobie szczerze ‒ jeśli akurat zostaną w innej torebce, zawsze możesz po prostu zapisać potencjalnemu klientowi swój adres e-mail i przekierować do strony.
 
LISTA HASEŁ
 
To rada, która stoi w sprzeczności ze wszystkimi zasadami bezpieczeństwa. Wiadomo, że hasła powinno się trzymać w sejfie zamkniętym na kilka kłódek i zabezpieczonym specjalnym alarmem. Ale jeśli tylko operujesz więcej niż jednym hasłem we wszystkich miejscach, w których musisz się logować, to trudno spamiętać je wszystkie. U mnie najlepiej sprawdza się plik, w którym przechowuję dane dostępowe do serwisów, które nie są dla mnie kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa. Na pewno nie zapisałabym w tym pliku loginu i hasła do konta bankowego czy do serwisu płatności internetowych, bo jestem wyjątkowo wyczulona na ochronę tych danych. Ale w pozostałych przypadkach posiadanie listy dostępów pod ręką naprawdę ułatwia życie. Wypróbuj.
 
NIEINWAZYJNA REKLAMA
 
Jedno z moich ulubionych narzędzi marketingowych to winylowe naklejki Translator at Work. Z jednej strony mile łechcą moje ego – czuję dumę z zawodu, który wybrałam i mam poczucie, że robię coś bardzo pożytecznego, potrzebnego, w bardzo konkretny sposób pomagam ludziom, firmom i instytucjom. A naklejka na laptopie jest poniekąd wyrazem tej dumy. Z doświadczenia wiem też, że przyciąga wzrok i zawsze prowokuje osoby z sąsiednich stolików do pytań o to, czym się zajmuję i co właściwie tłumaczę. I tak zaczyna się rozmowa.
 
NAJWAŻNIEJSZE NA KONIEC
 
Lista narzędzi potrzebnych w pracy mobilnej jest bardzo długa i na pewno warto do niej dodać słuchawki, stopery (gdyby jednak odgłosy otoczenia dawały się we znaki), zapas długopisów (a u mnie ostatnio cienkopisów), papier, np. w formie małego, lekkiego notatnika czy ładowarki do telefonu i komputera. Ale oprócz tego jest jeszcze jedna rzecz, moim zdaniem najważniejsza. Głowa. Zawsze miej w głowie jasną odpowiedź na pytanie „Czym właściwie się zajmujesz”. Taką, która zachęci do dalszej rozmowy, zaciekawi drugą stronę i otworzy nowe tematy. Pamiętaj – jesteś swoją najlepszą reklamą. Wykorzystaj to.
 
 
Ten artykuł ukazał się pierwotnie w ET.mag, wyjątkowym minimagazynie dla tłumaczy. Jeśli chcesz na bieżąco czytać kolejne numery ET.mag, zapisz się na listę.
 
 
1
 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Hubert Życiński napisał(a):

    Jeśli chodzi o listę haseł, to proponuję jednak korzystać z menedżera haseł (LastPass, KeePass, 1Password itp.), a nie zwykłego pliku, który każdy może podejrzeć. Samo to, że taki program nie pokazuje haseł otwartym tekstem na ekranie, to już nieco wyższy poziom bezpieczeństwa. Przecież w miejscu publicznym ekran zawsze może być w zasięgu jakiegoś aparatu czy kamery i hasła zostaną gdzieś uwiecznione.