ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Polecieć ze słońcem

15-07-2015

Diana Jankowiak

energia

0

Po co się szkolić

Dedal, przezorny ojciec napominał syna, by został na ziemi. Nie da się w końcu lecieć ku słońcu, a ryzyko jest tak ogromne. Kilka tysięcy lat później to mit o Ikarze nie jest już tylko mrzonką. Dziś młodzi, szaleni chłopcy lecą ze słońcem. Kiedy pora na nas?

 
Solar Impulse 2 od marca z przerwami leci nad ziemią. Celem projektu jest okrążenie globu samolotem napędzanym wyłącznie energią słoneczną. Póki co SI2 ma za sobą wiele sukcesów oraz trochę pokonanych przeszkód. Ale przede wszystkim, jak wygląda strona techniczna?
 
Solar Impulse 2 to jednoosobowy samolot, który waży tyle, co samochód osobowy, a ma rozpiętość skrzydeł większą niż Boeing 747. Ta lekka maszyna nie osiąga jednak zawrotnych prędkości – na wysokości ponad 8 km nad poziomem morza rozwija prędkość 140 km/h, dlatego choćby jej lot nad Pacyfikiem trwał aż 118 godzin.
 
SI2 powstał jako następca prototypu. Lata nim na zmianę dwóch pilotów, którzy panowania nad maszyną i sterowania nią uczyli się w specjalnie zaprojektowanych symulatorach. O dziwo, po pokonaniu ostatniego odcinka pilot twierdził, że nie czuje ogromnego zmęczenia. Po niebie poniosła go adrenalina i emocje, które pojawiały się dzięki wsparciu mnóstwa osób.
 
Bo jak ich tu nie wspierać? Nie da się zaprzeczyć, że to spektakularne osiągnięcie. To nie szkodzi, że teraz leci się przeraźliwie długo, że samolot póki co nie jest przystosowany do przewozu pasażerów i że przed inżynierami długa droga do opracowania samolotów pasażerskich, które będą nas wozić bez kropli paliwa.
 
Mimo to podejmując to wyzwanie piloci przełamują mit i dokonują historycznego wyczynu. Teraz jeszcze nie są tak sławni, ale przyszłe pokolenia zapamiętają ich pewnie tak, jak my pamiętami Neila Armstronga. Jeżeli uda się kiedyś (a musi się udać) znaleźć alternatywne metody podróżowania na duże odległości, świat odetchnie z ulgą. Czystszym powietrzem.
 
Taki pilot to wyczynowiec, ktoś, kto pisząc historię nie odczuwa bólu, zmęczenia, nie czuje się męczennikiem. Nie zna strachu, pewnie ośrodek rozwagi i lęku w mózgu działa u niego na zdecydowanie zmniejszonych obrotach. Zamiast rozważać i się bać, miesiąćami przygotowuje się do walki z wiatrem i grawitacją, wsiada do samolotu i sam na sam przemierza ocean. Ilu jest ludzi na świecie, którzy podjęliby się udziału w takim projekcie? A ilu z nich nie wykruszyłoby się po pierwszych tygodniach szkolenia?
 
Piloci SI2 nie tylko walczą z grawitacją, ale dają żywy dowód na to, że jest coraz mniej rzeczy niemożliwych. I z każdym rokiem, miesiącem będziemy się przekonywać, że postęp przyspieszył, a rzeczywistość płynnie przechodzi z jednego stanu w drugi.
 
Dla mnie to też nauka pokory wobec swoich słabości. Skoro piloci SI2 mogą dokonać takich wyczynów i zaryzykować własnym życiem (dla nauki, postępu, ale pewnie też dla adrenaliny i sławy), to czy drobne ryzyko, które podejmuję na co dzień w życiu i w biznesie ma jakikolwiek porównywalny wymiar? Możesz spojrzeć z perspektywy na swoje życie i zastanowić się: czy ja bym poleciała? A jeśli nie, to co jeszcze trzyma Cię twardo na ziemi?
 
PS. Zdziwimy się, jak za rok okaże się, że w czasie lotu napisał w głowie powieść stulecia, która szybko stanie się bestsellerem. Jedyna powieść, która powstała 8000 metrów nad ziemią. To by było coś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *