ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Najtrudniejsze pytanie w rekrutacji

22-06-2017

Diana Jankowiak

praca

0

untitled-design5

Znasz tę scenę. Dwoje, troje ludzi w jednej sali przy stole, stroje biznesowe, pytania i odpowiedzi. Rozmowa kwalifikacyjna. Czasem z ogłoszenia, na które trafiło się przypadkiem, czasem na wymarzone stanowisko, w fantastycznej firmie, przy świetnym projekcie. Brzmi znajomo? Nawet jeśli właśnie kończysz studia i najważniejsze rozmowy jeszcze przed tobą, to sama koncepcja nie jest ci obca. Chcę ci zdradzić mój sposób na najtrudniejsze pytania w rekrutacji.

 
Scenariuszy rozmów kwalifikacyjnych jest wiele, ale jedno pytanie pojawia się zawsze: „Jakie są Twoje oczekiwania finansowe?”. I to właśnie najtrudniejszy moment w rekrutacji, moment, który może zaważyć na jej wyniku, ale też zadecydować o tym, na jakich warunkach będziesz pracować, jak długo zostaniesz w firmie i na ile będziesz zadowolony z czasu, jaki w niej spędzisz.
 
Chociaż lubimy mówić, że pieniądze nie są najważniejsze (i szczęścia nie dają), a jednak wyższe wynagrodzenie jest najczęściej podawanym powodem szukania nowej pracy. Jest to też pierwszy punkt na liście czynników, które skłoniłyby pracownika do zmiany stanowiska.
 
A jak jest w praktyce? Z własnego doświadczenia, ale też z rekrutacji, które prowadziłam w Energii Tłumaczy wiem dobrze, jak trudne jest to pytanie. Od razu pojawiają się myśli: co jeśli powiem za dużo, nie trafię w ich widełki i od razu skreślą mnie z listy? Co jeśli uznają, że mam przesadne, nierealistyczne oczekiwania? Zawahanie i niemal fizyczny ból podczas odpowiadania na to pytanie dosłownie widać na twarzach kandydatów. Wiem, że najchętniej w ogóle byście nie odpowiadali i zostawili decyzję o wynagrodzeniu pracodawcy. A jednak to pytanie wraca na każdej rekrutacji.
 
Nie jestem specjalistką od zasobów ludzkich czy rekrutacji, mówię więc wyłącznie o własnych doświadczeniach i spostrzeżeniach. Sama zadaję to pytanie z dwóch powodów. Po pierwsze chcę ocenić, czy stać mnie na takiego pracownika, czy wynagrodzenie, które mam mu do zaproponowania, spełni jego oczekiwania. I tu zbiegają się dwa obszary komunikacji: to, co kandydat mówi, ale też to, co widać w jego mowie ciała i wyrazie twarzy.
 
Ale jest też drugi powód zadania tego pytania. Po odpowiedzi można bardzo szybko ocenić, na ile pewny siebie jesteś, czy znasz swoją wartość. Właśnie ten aspekt jest dla mnie najważniejszy. W końcu w przypadku rozbieżnych oczekiwań finansowych można zawsze negocjować. Ale pewność siebie nie podlega negocjacjom.
 
Absolutnie nie znaczy to, że na rynku pracy jest miejsce wyłącznie dla ludzi pewnych siebie. Wszystko zależy od zespołu, oczekiwań pracodawcy, stanowiska. Dobry rekruter pamięta też pewnie o stresie i jego wpływie na kandydata. Potrafi ocenić, na ile niepewność i zawahanie wynikają z napięcia związanego z niecodzienną sytuacją.
 
Szczerze mogę jednak powiedzieć, że po kilku latach współpracy z ludźmi wiem już, że najważniejsza jest chemia – to kompletnie nieprecyzyjne kryterium, które sprawia, że umiemy się ze sobą dogadać, czasem rozumiemy się bez słów, a zespół działa zdrowo. Choć pytanie o zarobki wydaje się pozornie kompletnie niezwiązane z tym, czy między mną a pracownikiem panuje chemia, to jednak jako jedno z wielu pytań pozwala mi zorientować się, jak będzie w przyszłości wyglądała komunikacja między nami, czy pracownik będzie miał odwagę mówić o tym, czego potrzebuje, czasami skrytykować, dodać coś od siebie.
 
Jak więc odpowiedzieć na pytanie o oczekiwane zarobki?
 
1. Ile potrzebuję, by przeżyć
 
Wylicz sobie najpierw dokładnie, ile potrzebujesz pieniędzy, by utrzymać się w mieście, w którym będziesz pracować. Weź pod uwagę koszty mieszkania i ich ewentualny wzrost w ciągu najbliższego roku, koszty jedzenia, rachunki (w tym telefon i Internet), dojazdy do pracy.
 
Z wyliczeń otrzymasz absolutne minimum egzystencjalne.
 
2. Dodatkowe wydatki
 
Jeśli masz wykształcenie i kompetencje, to pewnie zgodzisz się, że za pracę należy Ci się więcej niż absolutne minimum. Chcesz przecież raz na jakiś czas wyjść do kina, mieć pieniądze na piwo ze znajomymi, teatr (choćby wejściówkę), książki. Zastanów się, ile teraz wynoszą dodatkowe koszty, które ponosisz każdego miesiąca. Dodaj tę kwotę do wyliczeń z poprzedniego punktu.
 
Jeśli do tej pory niewiele wydawałeś, ale chcesz jednak dodać powyższe punkty do codzienności (skoro będziesz pracować i wydawać własne pieniądze), możesz dodać około 20% do kwoty z punktu 1. Później zrewidujesz te wyliczenia na podstawie rzeczywistych wydatków.
 
3. Dalsze wyliczenia
 
Teraz podziel tę kwotę przez liczbę godzin, które możesz wypracować w miesiącu. Jeśli starasz się o pracę jako lektor, może to być np. 15 godzin tygodniowo, co daje łącznie 60 godzin w miesiącu. Jeśli myślisz o pracy biurowej, np. w zespole w korporacji, suma z punktów 1 i 2 może być dla Ciebie podstawą wynagrodzenia miesięcznego.
 
4. Margines bezpieczeństwa
 
Do kwoty powyżej dodaj 20% marginesu bezpieczeństwa. Wtedy niezależnie od tego, czy się rozchorujesz i dostaniesz tylko 80% wynagrodzenia, czy będziesz musiał odwołać zajęcia, jakoś sobie poradzisz finansowo.
 
5. Moje oczekiwania a rynek
 
Oceń, na ile Twoje wyliczenia zbiegają się z tym, co w tym momencie rynek oferuje na danym stanowisku. Gdybyś np. wyliczył, że wystarczy Ci 30 zł za godzinę zajęć z angielskiego dla biznesu, kwota ta znacząco odbiegałaby od stawek na rynku. Lektorzy pracujący bezpośrednio z klientami liczą sobie co najmniej 50 zł za godzinę, a to i tak niezbyt wysoka stawka. Podobnie z pracą na etat – jeśli wyliczysz, że wystarczy Ci 2000 zł na rękę, sprawdź, czy czasem nie jest to za mało. Widełki na różnych stanowiskach można znaleźć w Internecie, ale najlepiej spytać znajomych lub zadać pytanie na grupie w mediach społecznościowych. W ten sposób dowiesz się u źródła.
 
Oczekiwania finansowe mogą też odbiegać od rynku w drugą stronę. Jeśli Twoje koszty życia wraz z kwotami z punktów 2, 3 i 4 to 5000 zł w Warszawie, sprawdź, czy na stanowiskach, o które się ubiegasz zdarzają się zarobki tej wysokości.
 
6. Moja wartość a rynek
 
Na koniec zastanów się też, jaką wartość wniesiesz do firmy, w której chcesz pracować. Wypisz na liście wszystko, co przyjdzie Ci do głowy: od wyjątkowych umiejętności po zainteresowania, zalety (np. świetna organizacja) i doświadczenie. Taka lista przyda Ci się w każdych negocjacjach wynagrodzenia.
 
7. Bądź gotowy odejść z niczym
 
Przygotuj się na scenariusz, w którym Twoje oczekiwania finansowe przerosną możliwości pracodawcy. Na ile jesteś w stanie się ugiąć i je obniżyć? Zanim zaczniesz negocjacje w sprawie wynagrodzenia, zastanów się, jak bardzo zależy Ci na tej pracy i przygotuj sobie plan B.
 
Ja sama zaczęłam tłumaczyć ustnie już na ostatnim roku studiów, ale przeszłam bardzo dobrą szkołę wyceny tłumaczeń. Wiedziałam od początku, że nie będę rozliczać się na godziny i zaniżać stawek, żeby uzyskać jakiekolwiek zlecenia. Ale gdybym nie miała zabezpieczenia finansowego w postaci elastycznej pracy w uczeniu angielskiego, nie miałabym tak silnej pozycji negocjacyjnej. Po prostu potrzebowałabym pieniędzy, by się utrzymać. Miałam więc plan B i jasne wyliczenia, ile pieniędzy potrzebuję w miesiącu, jak dużo muszę pracować. Kiedy dostałam pierwszy telefon w sprawie pracy jako tzw. in-house, miałam świadomość, że wynagrodzenie musi znacznie przebić to, co zarabiam jako freelancer ‒ lektorka i tłumaczka w pierwszym roku po studiach.
 
Tamta rekrutacja się powiodła, udało mi się nawet trafić idealnie w oferowane wynagrodzenie. Dziś pewnie wynegocjowałabym więcej, ale jestem bogatsza o kilka lat doświadczenia. A za Ciebie trzymam kciuki. Jeśli tylko zastanowisz się dobrze nad tym, czego oczekujesz, ile potrzebujesz i jak bardzo elastycznie możesz podejść do wynagrodzenia, pytanie o oczekiwane zarobki już cię nie zaskoczy.
 
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, przeczytaj też o tym, jak zdobyć pierwsze zlecenia.
 
 
 
1
 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *