ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Most a energia, czyli warszawski dramat

20-05-2015

Diana Jankowiak

ekologia

0

Dobry czas dla kreatywnych

Cały kraj może nam współczuć, albo też radować się nieszczęściem warszawiaków. Odkąd spalił się Most Łazienkowski, codziennie w stolicy dochodzi do małych ludzkich dramatów transportowych. Cały warszawski ruch skierowany jest teraz na trzy mosty, więc mamy ciągły paraliż. Czekam na eksperta, który policzy, ile w tych korkach dodatkowego CO2 emituje teraz Warszawa.

 
Nie mam samochodu, głównie przemieszczam się metrem, tramwajami i autobusami, więc zostawiam na Ziemi względnie niski ślad węglowy. Ale czasem muszę wsiąść w taksówkę, choćby po bloku intensywnego tłumaczenia. Wiadomo, że spieszę się do domu, by jeszcze wykorzystać resztę dnia, ale nie jest mi dane. Bo siedzę w taksówce, „podziwiam widoki” za oknem i zastanawiam się od kiedy w moim mieście korki zaczynają się o 6 i w drugim rzucie o 13. Dramat.
 
Straty energetyczne są ogromne. Spalamy więcej paliwa, emitujemy dodatkowo dwutlenek węgla, tracimy czas i pieniądze. Spalamy też ogromne pokłady energii na to, by dotrzeć w różne miejsca. Osobna kwestia to to, czy w ogóle musimy tyle jeździć. Pojawiają się już firmy, które pozwalają pracownikom przychodzić do biura tylko raz w tygodniu. Nikt nie ma stałego biurka, bo po co? By postawić na nim ramkę z rodzinnym zdjęciem? Dużo lepiej po prostu więcej być z rodziną zamiast marnować czas na dojazdy. Firma zyskuje, bo potrzebuje mniej powierzchni biurowej, wyposażenia i zużywa mniej prądu. Pracownicy są bardziej wydajni, szczęśliwsi, wypoczęci. Ale wróćmy do rzeczywistości.
 
Tak pozornie małe zdarzenie, jeden most wyłączony z ruchu w Warszawie, a tysiące pojazdów warszawskich emitują pewnie co najmniej dwa razy więcej emisji. Stojąc w korku emitujemy więcej spalin, a już i tak samochody odpowiadają za 65 % zanieczyszczeń w Unii Europejskiej.
 
Nie ma co ukrywać, spalony Łazienkowski, to dużo więcej spalonej ropy w warszawskich korkach. Ale wygląda na to, że po Warszawie porusza się więcej pojazdów, bo transport miejski przestał być tak atrakcyjny – też stoi w korkach. Najbardziej frustruje mnie oczywiście to, że w większości aut w korkach stoi jedna osoba. A przecież miasto jest dla nas, nie dla samochodów. Ponad rok temu na TEDx Warsaw wystąpiła Tara Ross, która przybliżyła mi koncepcję miast bez samochodów. Miast dla ludzi. Stojąc teraz w korku, złoszczę się też na siebie, sama wybrałam taxi zamiast roweru. Ale infrastrukturalnie nie jesteśmy gotowi na to, by wszyscy przesiedli się na rowery i do ZTM.
 
Jeżeli chcemy obniżyć emisje i pozbyć się spalin z miast, to po pierwsze nie palmy mostów, bardzo Was proszę. Jak pomyślę, że winę za Łazienkowski pewnie ponosi ktoś, kto w ogóle nie zdawał sobie sprawy z paraliżu, jaki wywoła, to aż mi się źle robi. Niech teraz wdycha wszystko to, co wychodzi z rur wydechowych aut w tym paskudnym korku.
 
Ale przede wszystkim powinniśmy zdecydować się na miasta bez prywatnych aut. Niech będzie prawdziwa obwodnica, kilka kolejnych linii metra, lepiej usytuowane punkty P+R przy metrze i punktach wylotowych dużych miast, a sama mieszkalno-biurowa część miasta stanie się wolna od spalin.
 
Wyobrażam sobie czyste, zielone miasto, w którym nie muszę dostosowywać się do setek aut wokół mnie. Jest cicho i czysto. Śnieg nie robi się czarny w kilka dni po tym, jak spadnie. Autobusy nie stoją w korkach, bo ulice są prawie puste. I wszędzie są wygodne ścieżki rowerowe, bo to ten środek transportu wspierają władze.
 
To tylko z pozoru idylla, mogłoby się udać. Brakuje tylko odważnego polityka, który zdecydowałby, że miasto jest nasze. Nie ma w nim miejsca na rządy samochodów. A tak póki co jest brzydko, brudno i głośno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *