ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Kto kupi Renault Zoe?

12-01-2015

Diana Jankowiak

ekologia

5

− Koniec z kolejkami na stacjach benzynowych, po prostu podłączasz Zoe do gniazdka. Oszczędność czasu i wysiłku – mówi Dominique Lucas, Dyrektor Programu samochodów elektrycznych w Renault. Brzmi jak marzenie. A jaka jest rzeczywistość?

Wprowadzając na rynek motoryzacyjny Zoe, Renault wykorzystało innowacyjny model biznesowy. Samochód kupujemy bez akumulatora, który wynajmujemy podpisując umowę z Renault i płacąc co miesiąc abonament. Ile to kosztuje? Samo Zoe to koszt od 89 900 zł, wynajem baterii to dodatkowe 379 zł. Nietanio.
 
Samochody elektryczne są póki co w Polsce mało popularne. Szczere chapeau bas dla Renault za tak innowacyjny pomysł i wprowadzenie go na rynek, mimo sporego ryzyka, że nikt (albo prawie nikt) tego nie kupi.
 
Dlaczego warto kupić to auto?
 
1. Zoe wyposażono w system R-Link, który pozwala na zdalne włączenie ładowania akumulatora czy ogrzanie wnętrza przed wyjściem z domu. A do tego nawigacja TomTom.
 
2. W Wielkiej Brytanii Zoe jest częścią kampanii GoUltralow. Rząd wspiera zakup niskoemisyjnych samochodów i dokłada nawet 4,5 tys. funtów do samochodu (w ramach tzw. plug-in car grant, czyli dopłaty do samochodów typu plug-in). Dlatego w niektórych krajach zakup Zoe opłaci się bardziej.
 
3. Do każdego kupionego samochodu dostaniemy gratis naścienną stację ładowania (wallbox).
 
4. Zoe to pierwszy samochód elektryczny wyposażony w układ ładowania Cameleon. Dzięki niemu akumulator naładujemy z użyciem terminali o różnej mocy, a tym samym z różną szybkością – nawet w pół godziny.
 
Dlaczego nie?
 
1. To jednak nadal drogo jak za samochód do jazdy miejskiej.
 
2. Zoe korzysta z oprogramowania DRM (Digital Rights Management – zarządzanie prawami cyfrowymi). Dlaczego powinno Cię to obchodzić? Krótko mówiąc system pozwala na sporą inwigilację – Renault zbiera dane na temat jazdy użytkownika, jego zwyczajów, miejsca ładowania pojazdu. Oprócz tego, tym samym oddajemy operatorowi systemu pełną kontrolę nad naszą jazdą. Nie zapłaciłeś rachunku – nie pojedziesz. Wyobraźmy sobie, że o 11:05 upływa termin zapłacenia rachunku, a ty akurat stoisz na światłach. Niestety, wychodzi na to, że zablokujesz skrzyżowanie, bo akumulator zostanie zdalnie wyłączony.
 
3. Ryan W. Neal z International Business Times wskazuje też na niebezpieczeństwo użycia systemu przez władzę do wyłączenia z ruchu aut np. w przypadku manifestacji czy zamieszek. Innymi słowy: teoretycznie jesteś właścicielem swojego auta, ale to, czy nim pojedziesz, nie do końca zależy od Ciebie.
 
Dlaczego nie w Polsce?
 
Oprócz tego, że nie ma u nas wsparcia rządowego dla takich pojazdów, więc nie można liczyć na zniżkę taką jak choćby w Wielkiej Brytanii czy we Francji, to nadal mamy niewielką sieć publicznych stacji ładowania akumulatorów w samochodach elektrycznych. Do tego dochodzi wysoki koszt zakupu auta i dość wysoki abonament za korzystanie z akumulatora. To rozwiązanie tylko dla prawdziwych fanów eko-jazdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Jola napisał(a):

    Odrobina optymizmu w kwestii potencjalnych klientów Zoe. Rynek się zorientuje i wyedukuje a rząd dostosuje warunki i prawo do eko-aut. Wizja optymistyczna ale możliwa. Czy nie…?