ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

NIMBY - not in my backyard

Jak to możliwe? Dzięki perowskitom, niezwykłym minerałom, nad których upowszechnieniem i komercjalizacją pracuje Olga Malinkiewicz, polska inżynier. Na razie dominują panele fotowoltaiczne, ale jeszcze chwila, a energetyka słoneczna zupełnie się zmieni.

 
Choć pięknie byłoby móc czerpać energię głównie ze Słońca, póki co to tylko marzenia. Minusów fotowoltaiki jest sporo – jest droga, dość długo trzeba czekać na zwrot z inwestycji, a subwencje rządowe głównie zaburzają równowagę na rynku energii, czego przykład mamy za zachodnią granicą.
 
Mimo to rządy państw Europy wspierają fotowoltaikę na wiele sposobów i nie można uznać tego za zupełnie błędne. W pewnym sensie inwestowanie w te technologie to element edukowania społeczeństwa – pokazujemy, że czyste środowisko, zielona energia to wartości, na które musimy sobie pozwolić, jeśli chcemy zapewnić dobry byt przyszłym pokoleniom.
 
Ale być może już niedługo wybór będzie znacznie większy. Do tej pory umieszczaliśmy panele słoneczne na dachach budynków lub budowaliśmy farmy słoneczne, czyli całe pola paneli ułożonych na konstrukcjach naziemnych. Ta klasyka powoli odchodzi do przeszłości – pojawiły się już choćby panele, które zmieniają ułożenie i kąt względem ziemi wraz z ruchem słońca. To tzw. solar trackers, które na niektórych polskich stronach nazywa się systemami nadążnymi.
 
Jest jednak firma, która poszła jeszcze kilka kroków dalej. Saule Technologies pod przywództwem młodej polskiej inżynier Olgi Malinkiewicz intensywnie pracuje nad komercjalizacją perowskitów – substancji, które znamy od ponad stu lat, a które dopiero teraz naprawdę poznajemy.
 
Perowskity to materiał-marzenie. Wydajność wytwarzania energii z ich udziałem jest na podobnym poziomie jak w przypadku fotowoltaiki, ale poza tym obie technologie zupełnie się różnią. Perowskity są tanie w produkcji i mają wyjątkowe właściwości: można nakładać je na przeróżne powierzchnie jak farbę. Wystarczy wyobrazić sobie ich zastosowanie: już niedługo perowskity pokryją dachówki – cały dach będzie źródłem energii; znajdą się na ekranach laptopów, tabletów i smartfonów, a my zapomnimy o podłączaniu ładowarek; pokryją szyby w wieżowcach, przez co tym łatwiej będzie obniżyć zużycie energii w tych budynkach prawie do zera. To tylko kilka przykładów, ale wizjonerzy na pewno znajdą setki zastosowań tego niezwykłego materiału.
 
Wygląda na to, że póki co polski sektor energetyczny ignoruje perowskity i dostrzega jedynie krótkoterminowe szanse związane z upowszechnieniem fotowoltaiki. Na pewno w najbliższych latach dzięki świeżo uchwalonej ustawie o OZE zwiększy się liczba paneli fotowoltaicznych w Polsce – rząd zadbał o to, by inwestycje w energetykę słoneczną opłacały się małym graczom.
 
Mimo oczywistych szans biznesowych płynących z nowego prawa takie myślenie firm z sektora jest krótkowzroczne – nim się obejrzą pojawią się zupełnie nowi gracze, którzy pokażą klientom, że nie trzeba montować mało estetycznych paneli na dachu. Mało tego, pozyskają dużych klientów – firmy deweloperskie, inwestorów, firmy produkujące okna, farby – i zagarną ogromną część rynku.
 
Olga Malinkiewicz stała się chyba najbardziej znaną obecnie polską inżynier. Obserwowanie jej kariery to przyjemność sama w sobie, bo mnie przypomina Skłodowską-Curie – choć zdecydowanie wygląda na to, że będzie miała znacznie więcej szczęścia niż Marie – w końcu perowskit nie jest w żadnym stopniu niebezpieczny.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *