Podróże, odkrycia, zmiany, zdrowie, wyzwania, przyjaźń, miłość i strata. Tak podsumowałabym 2018 rok, gdybym miała do dyspozycji tylko 8 słów. Tyle się działo, że aż trudno było mi się zebrać do napisania tego artykułu. Samo podsumowanie w głowie i na papierze zrobiłam 1 stycznia, przed wyznaczeniem celów na 2019 rok. Zwlekałam jednak z opowiedzeniem o tym roku, głównie przez ostatnie słowo z listy. Przejdźmy jednak przez wszystkie po kolei.

Podróże

W czerwcu 2017 roku podczas zupełnie niewinnej wizyty koleżanki podjęłam spontaniczną decyzję. „Jadę z tobą”, powiedziałam, gdy usłyszałam o jej planach trekkingu wokół Annapurny i zwiedzania NepaluIndii. W ten sposób wyznaczyłam jasny priorytet na pierwszą połowę 2018 roku – najpierw skupiłam się na przygotowaniach do wyjazdu (też biznesowych), a potem po prostu byłam w drodze. Przez sześć tygodni bez laptopa chodziłam i jeździłam z wioski do wioski, z miasta do miasta. Wyprawa do Nepalu i Indii była moją pierwszą podróżą tej skali i kompletnie zmieniła moje podejście do jeżdżenia po świecie. Przez te sześć tygodni miałam czas na głębokie przemyślenia, ale też na niemyślenie o niczym ważnym. Często po prostu byłam, a takiemu stanowi towarzyszy niezwykle cenne uczucie. Wyprawa też bardzo mnie nasyciła. Od tego czasu nie byłam nigdzie na dłużej, ale czuję, że chcę też pobyć w domu, pomieszkać, budować relacje wokół siebie.

New Delhi, Indie. 

Odkrycia

Z podróżami wiąże się też drugie słowo z mojej rocznej listy. Wyprawa dała mi szansę stopniowego odkrywania świata, a nawet wielu koegzystujących z sobą światów, zwłaszcza w Indiach. Ale 2018 rok był dla mnie przełomowy w tym kontekście również dlatego, że po raz pierwszy w życiu dałam sobie bardzo daleko idące przyzwolenie na odkrywanie siebie. Być może to przez symboliczne 30. urodziny, ale wreszcie przestałam myśleć o sobie w gorsecie schematów: ja jako dobra tłumaczka, ja jako córka, żona, zawsze dobra, zawsze miła, zawsze dla innych. Choć wszystkie te role nadal są dla mnie ważne, to wyzwolenie się z nich (którego wcale jeszcze nie ukończyłam) pozwoliło mi odkryć, co lubię, czego chcę, w czym jestem bardziej autentyczna. Dlatego odkrycia trafiły na moją listę słów 2018 roku.

Zmiany

W 2018 roku sporo się działo, zaszło też u mnie kilka małych, ale istotnych zmian. Zaczęłam czytać więcej polskich pisarzy. Zachwyciłam się na przykład „Ośćmi” Ignacego Karpowicza, czy też mniej ambitną powieścią, choć też świetną, czyli „Jak zawsze” Miłoszewskiego. Odświeżyłam firmową stronę internetową, zmieniłam formułę i wygląd bloga. W pewnym momencie poczułam, że dzięki temu odnalazłam swój „blogowy” głos. To świetne uczucie i pewnie ci z was, którzy lubią pisać, dobrze wiedzą, o czym mówię. Ach, zupełnie bym zapomniała. Zaczęliśmy oglądać netfliksa. Tak, to odczuwalna zmiana 😉

Zdrowie

Zdrowie zdecydowanie zdominowało u mnie drugą połowę 2018 roku. Jakiś czas temu pisałam, że leczę się u ortodonty i przez to zdecydowałam się na zmiany zawodowe. To właściwie u mnie nadal aktualny temat. Pisząc te słowa, siedzę w poczekalni i czekam na założenie stałego aparatu. Wszystko po to, żeby a) nie bolała mnie tak często głowa, b) mieć zdrowe zęby – na długo!, c) przypadkowo nie wypadła mi żuchwa ze stawu (tak, było takie ryzyko). Brzmi to może trochę strasznie i faktycznie, to nic przyjemnego. Mam jednak poczucie, że robię dla siebie coś dobrego za co za kilka, kilkanaście lat pewnie nadal będę sobie dziękować. Zdrowie to teoretycznie dość intymna sprawa, ale od niego bardzo zależy to, jak i w jakim wymiarze możemy pracować. Dla mnie noszenie szyny ortodontycznej oznaczało niemal całkowite odpuszczenie jednego sezonu konferencyjnego. Teraz wracam i już nie mogę się doczekać, ale jakoś wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, że właśnie dbanie zdrowie tak pokieruje moimi krótkoterminowymi planami zawodowymi.

Wyzwania

Mimo kilkutygodniowej wyprawy i trwającej przygody z ortodontą w 2018 roku podjęłam całe mnóstwo wyzwań zawodowych. Zaczęłam współpracę z kilkoma firmami o moim ulubionym profilu – średniej wielkości, o jasno określonej misji, założonymi przez pasjonatów i świetnych rzemieślników, którzy mają dobry produkt i chcą wyjść z nim dalej w świat. Zaliczyłam też kilka „kroków milowych” w tłumaczeniach ustnych, pracując w instytucjach, o których marzyłam, kiedy jeszcze z zamiłowaniem oglądałam tvn24 jako dziecko, w moim rodzinnym Gubinie. To również dzięki temu ten rok był dobry. Gdy pracowałam, naładowałam się energią i zaspokoiłam ambicję, i może dzięki temu jakoś przetrwałam okres wyłączenia z tłumaczeń ustnych.

Przyjaźń

Dorosłym trudno zawierać nowe przyjaźnie, podobno. Mimo to 2018 rok był dla mnie rokiem przyjaźni. Zaczęłam go z dość uszczuplonymi zasobami bliskich wokół mnie. Zakończyłam z myślą, że do mojej warszawskiej rodziny dołączyły dwie wspaniałe dziewczyny. Przyjaźń to jednak jedna z najfajniejszych rzeczy w życiu. Poza miłością. I pracą. I psami. I jedzeniem. We wrześniu pojechałyśmy razem do Rzymu. Skoro nasza przyjaźń przetrwała cztery dni przebywania z sobą non stop, to uważam, że przeszłyśmy próbę ognia. Cudownie było siedzieć we trzy na wzgórzu z widokiem na Koloseum i odebrać telefon o nagrodzie, którą tego dnia przyznali mi kapituła nagrody Konferencji Tłumaczy. Rozłączyłam się, oszołomiona i zdałam sobie sprawę, że jestem w idealnym towarzystwie by świętować – tym bardziej, że przezornie miałyśmy z sobą parmezan, długo dojrzewającą szynkę i naprawdę dobre wino z lokalnego sklepu. Chwilami nic więcej nie trzeba.

Świętowanie z widokiem na Koloseum.

Miłość

Rok zakończyłam myślą, że mam wokół siebie sporo miłości. Najcudowniejszy czas przypadł zresztą na te kilka miesięcy, kiedy do naszej rodziny dołączył Melon, mały rudy piesek o cudownym usposobieniu i niespożytej energii. Zabieraliśmy go na długie spacery do parku Skaryszewskiego i śmialiśmy się, patrząc, jak hasa z o wiele większymi od siebie. Miałam psa jako dziecko i cudownie to wspominam. A jednak wiele lat minęło, zanim zdecydowałam się ponownie mieć psa. Ciągle wydawało mi się, że za mało jestem w domu, za dużo podróżuję, za ciężko było by mi z dodatkowymi obowiązkami. Kilka razy tworzyliśmy nawet dom tymczasowy różnym psiakom, „testowaliśmy” posiadanie psa, wiedząc, że to jeszcze nie ten moment. Melon całkowicie zawrócił nam w głowie. Był tyci, przesłodki. Poczuliśmy, że nasze życie po prostu trochę się rozciągnęło i jest w nim miejsce dla psa. Na stałe. Uruchomiły się w nas pokłady miłości, których wcześniej nie było i to był absolutnie fantastyczny stan.

Melon 🙂

Strata

Melon wpadł pod samochód w połowie października. Zawsze miał skłonności do uciekania, ale wytrenowaliśmy go już naprawdę dobrze i mieliśmy poczucie, że zawsze przybiega, gdy go wołamy. Tego dnia jednak miał swój plan, a może coś go przestraszyło, bo uciekł, wpadając prosto pod rozpędzony samochód. Gdy Michał przyniósł go na rękach do domu, przez chwilę myślałam, że się zgrywa, że nic wielkiego się nie stało. Parę godzin później serce mi pękło i dosłownie nie mogłam uwierzyć, że go z nami nie ma. Pies. Był i nie ma? Dla nas Melon był członkiem rodziny, z którym mieliśmy fajnie żyć przez kolejne kilkanaście lat. I może dlatego tak trudno było pogodzić się z tym, że w kilka sekund to cudowne marzenie prysło. To pewnie brzmi ckliwie, przesadnie, ale po prostu na amen zakochaliśmy się w tym zwierzaku. Dlatego słowo numer 8 na mojej liście to strata, bo to właśnie ona zdominowała ostatnie kilka miesięcy 2018 roku.

Ruszamy dalej

Mam poczucie, że 2018 rok mnie ukształtował, może właśnie dzięki podróżom, odkryciom, zmianom, zdrowiu, wyzwaniom, przyjaźni, miłości i stracie. Dzięki Michałowi ten intensywny rok zakończyłam znów pod hasłem miłość. Adoptowaliśmy Ozziego, kolejnego psiaka o nieznanych wcześniejszych losach, i stworzyliśmy mu bezpieczny, ciepły dom. Choć ciągle potwornie mi żal, że nasz pierwszy pies był z nami tak krótko, to okazało się, że mamy w sercu jeszcze mnóstwo miejsca dla innych zwierzaków i dalsze, powoli odkrywane pokłady miłości.

Ozzy 🙂

Na 2019 rok mam sporo osiągalnych celów biznesowych i plan, jak je zrealizować. Czuję dużo energii i nadmiar kreatywności, więc korzystam. Zawsze może zdarzyć się coś niespodziewanego, co trochę mi tej energii odbierze. Ale póki co mam przeczucie, że to będzie naprawdę dobry rok.

Niedługo rusza Kurs na karierę!

Pierwszy i jedyny kurs, z którego studenci i absolwenci kierunków językowych dowiedzą się, jakie mają opcje po studiach, jak wejść na rynek czy jak zdobyć pierwszych klientów.

Zapisz się na listę zainteresowanych! > KLIK!

Share This