ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Dobry czas dla kreatywnych

Co robią wynalazcy i zwykli kreatywni ludzie, gdy wpadają na świetny pomysł, ale nie mają pojęcia, jak go zrealizować? Kiedyś godzinami siedzieli w pracowniach i laboratoriach, szukali odpowiedzi w książkach, zakamarkach własnych umysłów i pytali ekspertów. Droga od pomysłu do jego urzeczywistnienia była długa, kręta i wyboista. Ale to już przeszłość, mamy XXI wiek i proces tworzenia wygląda zupełnie inaczej. A wszystko za sprawą drukarek 3D.

Lubię wpadać na fascynujące tematy zupełnie przez przypadek. W tym tygodniu The Guardian opublikował sarkastyczny przegląd najlepszych prezentów na walentynki, wśród których znalazły się same wynalazki: robot świetnie zastępujący faceta (tak, tak, naprawdę nauka działa w tym kierunku!), elektroniczna miętówka rozpoznająca nieświeży oddech i wysyłająca powiadomienie na Twój smartfon oraz unikatowe akcesoria kuchenne i ozdoby na stół w sam raz na kolację w dniu zakochanych, które możemy sami wydrukować na podstawie ściągniętych z internetu projektów. Genialne.
 
Ostatni pomysł bardzo do mnie trafił – nie dlatego, że chcę go sama wykorzystać i wzbudzić podziw, zachwyt i co tylko samodzielnie wydrukowanym „jeżem” do wbijania koreczków z ananasa i sera, z którego podśmiewa się brytyjski portal. Przyczyna jest zupełnie inna. To pierwszy sygnał, jak bardzo druk 3D zmienia rzeczywistość wokół nas i jaką dzięki niemu zyskujemy władzę. Wyobraź sobie, że wpadasz na genialny pomysł – widzisz problem, z którym ludzie wokół Ciebie na co dzień się stykają i wiesz, jak go rozwiązać. Nic prostszego! Myślisz, rozwijasz koncepcję, projektujesz (to może nie być takie proste, ale są ludzie, którzy znają się na projektowaniu pod drukarki 3D, bez obaw), po czym ruszasz do najbliższego fablabu i… drukujesz. As simple as that.
 
Pierwsze podejście do druku 3D miało miejsce już na początku lat 80., ale technika ciągle się rozwija i jesteśmy coraz bliżej satysfakcjonujących rozwiązań. Faktem jest, że póki co nie jest tak, że każdy może sobie sprawić drukarkę 3D i drukować w domu wymarzone przedmioty. Trzeba wziąć pod uwagę cenę sprzętu – od kilku do kilkudziesięciu tys. złotych, cenę materiałów i, póki co, ich dość ograniczony wybór. Przełomem jest wykorzystanie grafenu, genialnego materiału, wynalezionego zresztą w Polsce. Homo creativus nie zraża się jednak tymi ograniczeniami.
 
Dlaczego? Po co się zrażać, kiedy mamy inne możliwości? Zamiast kupować drukarkę, możemy skorzystać ze wspomnianych już fablabów. Nazwa ta powstała ze zbitki angielskich słów „fabrication” i „laboratory” i oznacza pracownię, w której możemy tworzyć m.in. w technologii druku 3D. Fablaby powstają na całym świecie, w Polsce są na przykład w Łodzi czy w Warszawie. Dzięki nim koncepcja wydrukowania w prezencie na walentynki wyjątkowego świecznika nie jest już taka abstrakcyjna. Chcesz się wyróżnić, śmiało.
 
Drukowanie 3D to również świetna metoda tzw. szybkiego prototypowania (z ang. „rid prototyping”), które nie tylko opanowało świat nauki i wynalazków, ale powoli zadomawia się też w zagranicznych korporacjach i ich polskich odnogach. Szybkie prototypowanie to nic innego jak błyskawiczne sprawdzanie, czy pomysł ma szansę na powodzenie. W praktyce wygląda to tak: mam pomysł na jeża do koreczków z ananasa i sera (znany Ci już przykład), więc tworzę projekt lub tworzy go dla mnie specjalista, po czym drukuję prototyp w technologii 3D i oceniam wyniki. Patrzę, jakie ma plusy i minusy, pokazuję go ludziom, którzy mogliby być nim zainteresowani i zbieram opinie. Coś trzeba udoskonalić, ale nie ślęczę miesiąca nad rozmaitymi wersjami jeża i nie prowadzę czasochłonnych i kosztownych badań rynku. Zamiast tego wprowadzam poprawki i znów drukuję.
 
Dla mnie odkrycie fablabów ma szczególne znaczenie. W głowie mam wiele pomysłów na produkty dla tłumaczy, które moim zdaniem zawojują rynek. Kiedyś musiałabym wyprodukować ogromną partię, by nie przerosły mnie koszty jednostkowe, a dzisiaj mam masę innych możliwości, m.in. druk 3D prototypów i szybkie wprowadzenie poprawek. A po pracy, jeśli zechcę zrobić coś niezwykłego, mogę nawet wydrukować taki świecznik, a kto mi zabroni.
 
Takie odkrycia wprawiają mnie w pozytywny nastrój – nowe technologie, ciągle udoskonalane i coraz bliższe zwykłym ludziom, coraz bardziej dostępne, zmieniają nasz świat i dają nam władzę, energię i moc, których do tej pory nie mieliśmy. Każdy może być wynalazcą.
 
PS. W tym duchu życzę Ci pięknych walentynek – pamiętaj, że najbardziej kocha Cię osoba, która co wieczór patrzy na Ciebie w lustrze i to jej należy się wielka część Twojej życiowej energii. Dlatego 14 lutego może być świętem dla każdego, o ile nie oburza Cię ta amerykańska nuta, która na dobre przeniknęła już do naszej kultury. A jeśli na widok czerwonych serc atakujących przechodniów na każdym kroku robi Ci się źle, może czas pomyśleć o wydrukowaniu w 3D wielkiego znaku: „Nie cierpię walentynek!”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • kate spade slippers napisał(a):

    Interesting post. Ill be sticking around to hear more from you guys. Thanks!
    kate spade slippers

  • These are actually impressive ideas in regarding blogging.

    You have touched some pleasant points here. Any way keep up wrinting.