ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

Czy zastąpią nas roboty

28-10-2015

Diana Jankowiak

dla tłumaczy

0

Jak wiele zmieni się do 2030 r.? Pomyśl, jak wiele zmian zaszło w ostatnich 15 latach. Rzućmy okiem na świat sprzed 15 lat: w niektórych polskich domach są komputery, ale posiadanie nagrywarki to rzadkość. Stałe łącze internetowe to luksus, większość młodych Polaków łączy się z internetem przez telefon. Praca ma nadal charakter bardzo lokalny – niełatwo pracować zdalnie, bo jest się w dużej mierze bez kontaktu ze współpracownikami. Skype jeszcze nie istnieje, roaming jest potwornie drogi. Jak wygląda praca tłumacza w 2000 r.? Nie mam pojęcia, mam wtedy 12 lat.

 
Szerokopasmowy internet, światłowody, panele fotowoltaiczne, smartfony i ekrany dotykowe, aplikacje na telefonach, które robią za nas większość rzeczy, banki internetowe, Facebook, Twitter, LinkedIn – stałe elementy naszej rzeczywistości, których być może w takim zakresie nie wyobrażaliśmy sobie w 2000 r. Kojarzę, że wtedy hitem był telefon z klapką.
 
Ostatnio miałam okazję tłumaczyć warsztat, którego uczestnicy zastanawiali się, jak ich świat będzie wyglądał w 2030 r. A przede wszystkim, jak będzie wyglądał transfer wiedzy, jak będą się szkolić. Czy nadal będzie im niezbędny tłumacz i jak sam proces tłumaczenia będzie przebiegał? Czy będą musieli przemieszczać się na szkolenia, czy może zasiądą w domu za biurkiem – na plecach koszula i marynarka, a pod biurkiem bez spodni, za to w kapciach. W końcu przez telekonferencję nikt tego nie widzi.
 
Jedna z podstawowych propozycji, którą wysunęli uczestnicy brzmiała tak: „Nie będziemy już potrzebowali tłumacza na miejscu, będziemy mieć bezpośrednie tłumaczenie, z tabletu czy z innego urządzenia, za darmo, bez udziału człowieka”. W końcu już teraz można coś powiedzieć w kierunku smartfonu, a „aplikacja zgrabnie nam to przetłumaczy”.
 
Doznałam szoku. W końcu właśnie stałam przy nich i dzięki mnie podczas tego warsztatu zachodziła skuteczna komunikacja. Przecież nie chcę, żeby zastąpiła mnie maszyna, która, o zgrozo, może nawet lepiej zrobi to, co ja teraz. Co prawda robotyzacja jest nieunikniona – jest i będzie coraz więcej robotów, które przejmują od ludzi zadania. W Holandii jeździ na przykład metro, którego pociągi do ruchu w ogóle nie potrzebują maszynisty. Same wiedzą, kiedy ruszyć, kiedy zatrzymać się na peronie i wypuścić pasażerów. W kabinie maszynisty dalej siedzą ludzie, ale tylko po to, żeby uspokajać pasażerów i nie wywołać paniki.
 
Amazon, którego centra logistyczne działają też w Polsce, wprowadza do pracy coraz więcej robotów. Nie są to androidy i nie przypominają C3PO ani R2D2, ale wykonują najcięższe zadania: dźwigają półki z towarami, przewożą regały. Ale rosnąca robotyzacja nie oznacza, że człowiek staje się zbędny. Wręcz przeciwnie – potrzebni są eksperci, którzy umożliwią robotom pracę, którzy je zaprogramują, „uleczą”, sprawdzą.
 
Im więcej robotów, tym więcej pracy dla fachowców. Nie musimy być przesadnie skromni – tłumacze konferencyjni to eksperci, którzy nie tylko potrafią wykonywać wysoce specjalistyczne zadania, ale też mają ogromną wiedzę i szerokie kompetencje.
 
To nie znaczy, że aplikacje, które tłumaczą nam nie zagrażają – wciąż trzeba śledzić rozwój techniki i dostosowywać usługi, które oferujemy do rynku, do potrzeb klientów – byśmy pozostawali konkurencyjni.
To nie znaczy też, że nie da się nas zastąpić. Da się, tylko jakim kosztem? Nie chodzi tylko o finanse, ale również o podstawową sprawę – czynnik ludzki.
 
Tak jak w metrze nadal siedzi maszynista i „pilnuje” maszyny, tak i oprócz podstawowej funkcji, czyli zapewniania komunikacji pomiędzy osobami, które nie mają wspólnej płaszczyzny językowej, w dużej mierze tłumacz pełni wiele ról:
 
* zapewnia bufor pomiędzy rozmówcami,
* pomaga im wynieść się ponad poziom ogółu i rozmawiać o technikaliach – to dotyczy zwłaszcza osób, które znają języki obce na poziomie komunikacyjnym, ale to nie znaczy, że porozmawiają ze sobą przez osiem godzin o szczegółach utrzymania wagonów towarowych.
* zapewnia właściwy styl, co jest niezwykle istotne w kontekstach formalnych, w dyplomacji
* daje klientowi poczucie bezpieczeństwa
* jest darzony zaufaniem.
 
Tych funkcji i cechy nie da się zastąpić tak szybko, o ile w ogóle jest to możliwe. Moim zdaniem waga czynnika ludzkiego będzie z czasem rosła. A rolą każdego profesjonalisty, którego funkcje choć w niewielkim stopniu może pełnić maszyna, jest zastanowienie się i skuteczne komunikowanie, co poza tą funkcją daje swoim klientom. Innymi słowy, co Cię wyróżnia, co sprawia, że klient ma zapłacić właśnie Tobie, co poza samymi kompetencjami językowymi dajesz swoim klientom.
 
Rozgryzanie tego nie raz, ale stale sprawi, że w ogóle konkurencja przestanie Cię martwić. Wyjątkowi ludzie, wyjątkowi dostawcy usług nie mają realnej konkurencji, nawet w postaci robotów. Jeśli ewoluują, są bezkonkurencyjni. Ale o tym już niedługo, w kolejnym artykule.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *