ŹRÓDŁO NOWEJ ENERGII

untitled-design5

Praca dyplomowa już złożona? I co ‒ nie bardzo wiadomo, co teraz zrobić, prawda? Zacząć pracę w korporacji? Zdobyć się na odwagę i założyć własną działalność? Dalej pracować w szkołach językowych, licząc na to, że zdarzy się cud i jakieś biuro tłumaczeniowe przyjmie nas bez doświadczenia? A może po prostu macie do wyrobienia obowiązkowe praktyki tłumaczeniowe, a lokalne biura wydają się mieć niewiele do zaoferowania, i w dodatku robi tam praktyki połowa Twojej grupy?

 
Na Erasmusa wyjeżdża teraz każdy i jego zalety są nie do przecenienia, ale nie każdy pamięta, że z tego dobrodziejstwa można korzystać też w czasie wakacji (praktyki studenckie) i po zakończeniu studiów (praktyki absolwenckie, również dla absolwentów studiów licencjackich). Stypendium na praktykach Erasmus+ jest o 100 euro wyższe niż w przypadku wyjazdu na uczelnię zagraniczną, w dodatku wybiera się staż związany z dziedziną, którą studiujemy ‒ co w przypadku studentów języków obcych oznacza naprawdę szerokie pole do popisu. Aha, no i najlepsze ‒ miejsc na praktyki jest zazwyczaj naprawdę sporo, więc starcza dla wszystkich, nawet jeśli zgłosicie się późno.
 
Jaki kraj wybrać, żeby skorzystać najwięcej, jeśli planujecie staż tłumaczeniowy? Na pewno kraj, którego język znacie dobrze ‒ to jeden z wymogów programu praktyk. Z doświadczenia wiem, że we Francji trudno dostać jest się trudno, ale w Belgii jest nieco łatwiej, natomiast w Wielkiej Brytanii, pewnie ze względu na popularność języka polskiego, możecie nawet załapać się na staż, za który dodatkowo zapłaci Wam jeszcze samo biuro.
Nieważne, jaki kraj wybierzecie, poszukiwanie biura wygląda zawsze tak samo i jest nieco żmudne, bo polega po prostu na rozsyłaniu CV i listów motywacyjnych do wszystkich po kolei. To jednak świetna okazja, żeby stworzyć własne, porządne i dobrze napisane CV w języku obcym ‒ mnie nieraz się przydało! Może będziecie mieć też okazję odbyć rozmowę telefoniczną czy przez Skype z biurem tłumaczeniowym, a to niezłe ćwiczenie przed prawdziwą rozmową kwalifikacyjną.
 
Ale do rzeczy ‒ co da Wam staż w zagranicznym biurze tłumaczeniowym?
 
1. JĘZYK!
 
I wcale nie mam tu na myśli tłumaczeń. Wiele razy wyjeżdżałam za granicę jako au pair, żeby podszkolić język, aż zdałam sobie sprawę, że te wyjazdy już nic mi nie dają ‒ po prostu w takim otoczeniu nie nauczę się języka lepiej. Kilkadziesiąt godzin tygodniu w biurze, wśród dorosłych, którzy rozmawiają na różnorodne, często branżowe tematy, codzienna komunikacja i rozmowy telefoniczne ‒ to dawka języka, która może Ci naprawdę dużo dać.
 
2. NARZĘDZIA CAT I ZARZĄDZANIE PROJEKTAMI
 
Co tu dużo mówić ‒ bez pierwszego nie obejdzie się żaden tłumacz pisemny, bez drugiego żaden kandydat do pracy w biurze. Myślę, że żadne zajęcia czy szkolenie z CAT-ów nie dadzą Wam tyle, ile po prostu konieczność korzystania z nich codziennie. Po jakimś czasie przeprowadzacie projekty w Tradosie z zamkniętymi oczami, a żaden format pliku nie ma dla Was tajemnic. Staż uczy również umiejętności „ogarniania” wielu rzeczy na raz ‒ zwłaszcza, jeśli jesteście odpowiedzialni za skrzynkę mailową.
 
Warto przed podjęciem decyzji o stażu sprawdzić, czy biuro potrzebuje Was bardziej do tłumaczeń/korekt, czy do zarządzania projektami, żeby upewnić się, że Wasze oczekiwania będą spełnione.
 
3. RÓŻNORODNOŚĆ ZADAŃ
 
Zarządzanie projektem tłumaczeniowym na 21 języków i na 21 tłumaczy z różnych stref czasowych? Korekta oferty hipermarketu budowlanego? Tłumaczenie szpitalnej ankiety? I to wszystko w dwa dni! Biuro tłumaczeniowe, zwłaszcza w kraju z jednym z dominujących języków, zapewnia Wam różnorodność, o jakiej pojedynczy tłumacz może tylko pomarzyć. Dzięki temu możecie łatwo podciągnąć się w wielu dziedzinach, tylko uważajcie, żeby nie przedobrzyć i nie próbować zostać ekspertem od wszystkiego.
 
4. KOREKTA
 
Każdy tłumacz wie, że bez korekty ani rusz. W biurze często korekty pozostawia się stażystom, i to doskonałe ćwiczenie, które pozwala do perfekcji wytrenować umiejętność dostrzegania każdej literówki, niewłaściwej kolokacji i niespójności. To chyba najcenniejsza umiejętność, jaką nabyłam w biurze. Może to nie jest najbardziej fascynujące zadanie, ale za to jaka satysfakcja, kiedy wykryjecie błąd w tłumaczeniu, a potem Wasze sformułowanie pojawia się w reklamie dużej marki samochodowej w Polsce!
 
5. WGLĄD W ŚRODOWISKO
 
Jak odpisać na maila klientowi, a jak agencji na propozycję współpracy? Jaką stawkę podać i jak odnieść się do uwag korektora? Savoir-vivre i biznesowa strona tłumaczeń to coś, czego ciężko nauczyć się z teorii. Staż w agencji, która współpracuje z setkami tłumaczy i dziesiątkami klientów jest jak ciekawy wykład: można obserwować, jak działa świat tłumaczeń, i naprawdę wiele z tej obserwacji wyciągnąć. A przy okazji często okazuje się, że wielu tłumaczy-freelancerów to naprawdę ciekawe typy 🙂
 
6. REFERENCJE
 
Crème de la crème: w końcu po to idzie się na staż, prawda? Żeby zdobyć referencje pozwalające otrzymać dobrą pracę czy uwiarygodnić Wasze umiejętności. A świetne referencje z zagranicznego biura, pokazujące, jak wiele różnorodnej pracy wykonaliście w trakcie stażu, to coś nie do przecenienia, kiedy rozpoczynamy samodzielne życie zawodowe.
 
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, przeczytaj też o tym, co można robić po studiach językowych.
 
 
 
1
 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Agnieszka napisał(a):

    Gdybym nie podróżowała do Chin na staż, nigdy bym się chińskiego nie nauczyła, pomimo ukończenia sinologii.